2011 08 22-24 Góry Stołowe

"Góry Stołowe są grupą górską leżącą w Sudetach Środkowych na terenie Polski oraz Czech. Jest to jedno z najciekawszych i najbardziej osobliwych pasm górskich położonych w Polsce".
Tak napisano przynajmniej w serwisie e-gory, ale warto dodać, że właściwie o każdych górach przeczytamy, że są wyjątkowe i unikatowe. Ale mniejsza z tym, dodajmy jeszcze tytułem wstępu dlaczego one są takie wyjątkowe:
" Jest to zasługa unikatowej budowy geologicznej Gór Stołowych, które zaliczane są do rzadko spotykanych gór płytowych. Góry Stołowe zbudowane są z poziomo zalegających warstw piaskowca, podatnego na zjawiska wiertrzeniowe. Zachodzące procesy erozyjne doprowadziły do wytworzenia efektownej rzeźby skalnej przyjmującej postać labiryntów, grzybów, czy bram skalnych."
Uzupełniając ten cytat dorzucę jeszcze, iż są to jedyne tego typu góry w Polsce. No i dobrze. Ale szczerze powiedziawszy nie są one aż taką atrakcją dla Zdobywców Szczytów Umiarkowanych. Tzn generalnie są ładne, formy skalne malownicze, urwiska ciekawe, ale trochę przy tym wszystkim jednak ... małe. No i nie ukrywam, że ich unikatowy charakter psuje nieco również natężenie turystów. Góry Stołowe to skupisko przeróżnej maści ośrodków wczasowych, sanatoriów, pensjonatów, domów kolonijnych itp, a co za tym idzie mnóstwa wycieczek i grup odwiedzających wszystko co się da. Sprzyja temu również sieć niezbyt wymagających szlaków. Zdecydowanie częściej spotkamy na nich kuracjuszy niż turystę z plecakiem. Dobrze dla kuracjuszy, gorzej dla takiego marudy jak ja. Ale to nie wszystko. Góry Stołowe mają ciekawą budowę geologiczną i fajnie byłoby dowiedzieć się o tym coś więcej- w końcu to ich największa zaleta. Jasne, że na wikipedii można przeczytać coś w stylu cytatu zamieszczonego powyżej, ale jakże byłoby cudownie jakby ktoś to przedstawił w wersji dla turystów-czyli zrozumiale i z rysunkami. Nazwy tych wszystkich skał i sposób w jaki powstawały to również ciekawa kwestia. Oraz historia tych terenów- ale niestety władze parku kompletnie olały tablice edukacyjno - informacyjne i na szlakach nie uświadczymy sensownych opisów, przekrojów czy zdjęć. Na ścieżce przyrodniczej natknąłem się tylko raz na opis jakiegoś zjawiska geologicznego, ale częściowo był nieczytelny, a to co dało się odczytać wyglądało jak skopiowane z jakiegoś podręcznika dla studentów 3 roku geologii i górnictwa. Brakuje też informacji dotyczącej historii tych terenów. Szlaki natomiast oznaczone są dobrze, ale na mapie można znaleźć kilka nieścisłości (np: niebieski szlak na Sczeliniec rzekomo ma przechodzić przez punkt widokowy, można się domyślać, że jeden z wielu jakie tam są, ale nic z tego, bo szlak przechodzi dużo niżej, a do punktu widokowego- czyli pod schronisko- prowadzi zupełnie inny szlak, ale bynajmniej nie pttkowski niebieski).

 Jest tam jednak coś co mnie kompletnie zauroczyło: otaczające góry, wszechobecne pofałdowane pasma pól, łąk i lasów, które z punktów widokowych są niesamowicie malarskie, zwłaszcza teraz kiedy jesień już powoli wyciąga w ich kierunku swoje macki. Patrząc ze Sczelińca nie robią takiego wrażenia masywy górskie majaczące na horyzoncie jak tereny pod nimi, co zresztą ma odbicie w galerii z wyjazdu i panoramach. Coś fantastycznego.
Zaletą w Górach Stołowych bez wątpienie jest możliwość spacerowania po Parku Narodowym z psem, ale to dotyczy całych Sudetów.
{gallery}Fotografia/gory/2011_08_22_stolowe{/gallery}

Schroniska dwa
Planując pobyt w schroniskach w Górach stołowych mamy do wyboru znany i kultowy Sczeliniec oraz nieznane i dużo mniejsze schronisko Pasterka. A ponieważ wybieraliśmy się tam z dwoma psami i pobyt z takimi oszołomami przez 3 dni nad urwiskami skalnymi Sczelińca z góry został wykluczony, zostaliśmy skazani na schronisko w Pasterce. I dobrze. Jak się okazało Pasterka jest obiektem takim jak lubię najbardziej- małe, klimatyczne, zadbane i spokojne. Jak sobie pomyślę, że miałbym siedzieć na wszakże ładnym architektonicznie, ale zatłoczonym, i drogim Sczelińcu gdzie nieprzerwanie przewalają się tabuny stonki i wszystko się klei bo ekipa nie nadąża sprzątać to mnie ciarki przechodzą. A w Pasterce przytulnie, miła obsługa, zdecydowanie taniej i psy mogą swobodnie biegać do woli.

Jeszcze kilka lat temu Pasterka była zaniedbanym obiektem, ale po zmianie ekipy wszystko się zmieniło. Pokoje wyremontowane i czyste. Ciepła woda non stop. Przyjemna jadalnia i dobre posiłki, mnóstwo litelatury oraz informacje na ścianach, które opisują warunki i możliwości płynące z pobytu w schronisku. Na dole w piwnicach (Kazamaty) sale do siedzenia jak w pubie, a na strychu czytelnia, ping pong, piłkarzyki i kanapy. Sprzed schroniska widok na ... Sczeliniec (widok z Pasterki na Sczeliniec jest dużo lepszy niż widok ze Sczelińca na Sczeliniec :-) ). I atmosfera. Z ekipą można normalnie porozmawiać i dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, co jak zawsze podkreślam jest ważną kwestią pobytu w schronisku. Pasterka jest obiektem nowoczesnym ale nie plastikowym. A no i w ofercie ma -trzeba koniecznie dodać- piwo Opat, z pobliskich czeskich lokalnych browarów, dostępne w kilku odmianach, i już śpieszę wyjaśnić jakich: jasne, ciemne, pszeniczne, podwójnie chmielone, czereśniowe! (tak tak, i to bardzo dobre), korzenne, pieprzowe i jeszcze kilka odmian których nie pamiętam. Wersje butelkowe jak i lane, w cenie 6 zł (dawno nie zapłaciłem za piwo w schronisku mniej niż 7 zł, a najczęściej jest przecież tak, że jakiś byle Żywiec czy Tyskie kosztują 8 zeta). Mankamentem dla niektórych będzie fakt, że do schroniska można dojechać samochodem, ale bez obaw, nawet mimo tego jest tu spokojniej i przytulniej niż na Sczelińcu gdzie nie ma żadnego dojazdu. A skoro już mowa o mankamentach to Pasterce mogę wypomnieć jedynie to, że informacje co do menu i cen na stronie nie zgadzają się z rzeczywistością.

 
Na Sczelińcu ruch jak na dworcu. A w Pasterce- spokój

 
Strych i kazamaty w Pasterce. W schronisku zadbano abyś się nie nudził.

Punkty obowiązkowe- Sczeliniec, Błędne skały, Skalne Grzyby.

Punktów obowiązkowch byłoby pewnie więcej (zwłaszcza na Czechach które na razie sobie darowaliśmy), ale to pierwszy pobyt w Stołowych no i tylko 3 dni więc ograniczyliśmy się do najpopularniejszych, choć przeszliśmy też jeden mało używany szlak, i jak się okazało najciekawszy.

Sczeliniec- 45 minut z każdej strony i jesteśmy na miejscu. U góry schronisko, taras widokowy oraz trasa widokowa za którą trzeba zapłacić (a jakże) 5 zł. Najwyższy szczyt Gór Stołowych, byłby naprawdę świetnym miejscem gdyby nie ta cholerna stonka. Sczeliniec to taki Kasprowy Gór Stołowych. Chyba najrozsądniej byłoby go odwiedzić poza sezonem, a najlepiej późną jesienią gdy pojawią się już przymrozki (ze względu na wspomniane już wyżej widoki na pasma pól i łąk, o takiej porze roku muszą mieć naprawdę świetną kolorystykę).

Błędne skały- jeżeli mowa o charakterystycznych dla tych gór dziwacznych kształtach powstałych w wyniku podejrzanie brzmiących terminów geologicznych to właśnie tu. Chodzenie po labiryncie jest przyjemne, choć chętnie pochodziłbym tam poza wyznaczonym szlakiem aby poczuć jak bardzo są błędne. Specjalnie też wybraliśmy się wcześnie rano aby zdążyć przed wycieczkami (i jak się okazało opłatą za wstęp- kasa czynna od dziewiątej). Choć troszkę żałuję, bo chciałbym zobaczyć jak przeciskają się przez te 40to centymetrowe szczeliny stu kilowi wielbiciele hamburgerów. Idę o zakład, że powstają tam niezłe korki. Dlatego też wskazówka na przyszłość- odwiedzać to miejsce poza sezonem. Jeśli zwiedziliśmy już Błędne to w zasadzie można zakończyć wizytę, ponieważ inne miejsca oferują tylko różne, mniej już atrakcyjne warianty skał i grzybków jakie można oglądać właśnie tu czy na Sczelińcu.

Skalne Grzyby- czyli tak jak było pisane- są to kolejne warianty skalnych grzybów, ale tutaj w większości w lesie. Po drodze jest Pielgrzym, na którym znajduje się punkt widokowy, i tutaj znowu- widok na te kolorowe pola- tego nigdy za wiele. Panorama poniżej.

Panoramy: {gallery}Fotografia/gory/2011_08_22_stolowe/pan:600:100{/gallery}

(a jakże)

Rysuję od najmłodszych lat. W szkole zdarzało się, że niektóre zeszyty miały od tyłu więcej rysunków niż zapisanych lekcji od przodu. Przez lata fascynowały mnie różne sztuki wizualne. Poznałem fotografię, malarstwo, rzeźbę, grafikę komputerową i warsztatową, projektowanie i wiele innych, ale w sercu zawsze miałem rysunek. Zawsze dużą wagę przykładam do warsztatu. Lubię eksperymentować i nie cierpię zamykać się w konwenansach. Jak już coś robię, to robię to dobrze. Kowadło Artblog, to strona którą prowadzę od kilkunastu lat, jeszcze od czasów kiedy w całości pisałem ją ręcznie w htmlu. Robiłem wtedy wpisy na temat technik malarskich nie wiedząc nawet, że była to pierwotna forma aktywności, którą dzisiaj nazywamy blogowaniem. Dziś blogów jest tysiące, mimo to staram się, aby moja strona - podobnie jak twórczość - była rzetelna i autentyczna.

Moje Książki