2012 09 02-06 Krawców Wierch

Krawców Wierch i nieco okolic.
Dosłownie chwilę temu skończyły się wakacje, a więc można spokojnie wybrać się w góry i mieć niemal pewność, że nie zostanie się  zadeptanym, potrąconym czy też w najlepszym wypadku pozbawionym dobrego humoru przez  przewalającą się przez całe Beskidy stonkę. Gwarancji dodaje także fakt, że Krawcula (jak potocznie zwana jest ta góra) nigdy nie należał do zbyt popularnych, choć nawet tu w szczycie sezonu bywa spory ruch.  W każdym razie pierwszy posezonowy tydzień dał nam to czego oczekiwaliśmy: przyjemną atmosferę górską w cichym i spokojnym miejscu, dobre jedzenie domowe* i miłą obsługę z którą można swobodnie pogaworzyć wieczorem o górach i wiele się o nich dowiedzieć, nawet gdy jest się przekonanym, że wie się o nich już prawie wszystko.  Tak właśnie jest  w bacówce na Krawców Wierchu. Sielankowy klimat tak nas omamił, że nasze plany o ambitnych wypadach na szlaki odpłynęły razem z poranną mgłą która przyszła drugiego dnia pobytu.  


*-  wiem, że to słowo  jest nagminnie nadużywane i generalnie w większości lokali to co w menu jest daniem „domowym” na zapleczu jest po prostu gotowym, zamrożonym, kupionym półproduktem lub innym wątpliwej jakości gotowcem, przeznaczonym do odgrzania w mikrofali. A w tym wypadku mowa jest o prawdziwym domowym jedzeniu czyli, że ziemniak (dla przykładu) został przywieziony z pobliskiej wsi, obrany i pokrojony ręcznie, utarty  na tarce, usmażony na kuchni opalanej drewnem z okolicznych lasów i przyrządzony wg przepisu czyjejś babki.  Widać różnicę? I lepiej żeby to było jasne, bo jak nie to będę się musiał odwołać do przykładu z kapustą!


Mniej turystów w górach?
Od obsługi schroniska dowiedziałem się, że mijający właśnie sezon letni był wyraźnie słabszy od poprzednich jeśli idzie o ilość turystów. To pierwsza dobra wiadomość  od kilku dobrych lat. Jednocześnie podkreślono, że nie oznacza to dla bacówki wcale katastrofy, czy jakiejś finansowej zapaści. Ale na komfort takiego spokoju mogą sobie pozwolić tylko takie schroniska w których pamięta się do czego one służą. Te natomiast w których gospodarze zapragnęli przekuć ich funkcję na dochodowy  biznes bazujący na sandałkowiczach, będą się miały z pyszna i dobrze im tak. Najwyższa pora aby turystyka stała się na powrót hobby. Powody mniejszej aktywności mogą być różne (np. Euro 2012) ale ja coś czuję, że po prostu kończy się moda na góry. I jeśli trend się utrzyma to kolejne sezony będą jeszcze słabsze, a potem schroniska stopniowo przestaną być hotelami, a cała turystyka być może stopniowo się  unormuje. Ze szlaków zniknie stonka i śmieci, a w górach można będzie znaleźć to co zawsze było ich największym atutem czyli spokój, ciszę, odrobinę dzikości i błoto. Jeśli tak się zdarzy to skorzystają nie tylko same góry, turyści,  służby ratownicze ale także stonka, która nie będzie ginąć i ulegać przeróżnym absurdalnym wypadkom w górach z powodu własnej ignorancji i głupoty.


Szlaki.
Krawcula to niezbyt wysoki szczyt zatem na jakieś specjalne widoki nie ma co liczyć, jednak okolica jest naprawdę malownicza a szlaki warte spaceru. Szlak na Trzy Kopce prawie nie uczęszczany, dość długi ale zróżnicowany ma kilka punktów widokowych. Jesienną porą można usłyszeć jelenie na rykowisku i inne dzikie zwierzęta, których dla własnego spokoju  lepiej sobie nie wyobrażać . Po drodze będzie wiele okazji żeby najeść się malin, jagód i ostrężyn. Ze szlaków zobaczymy nie tylko fragmenty Beskidu Żywieckiego ale i góry słowackie. Z granicznego szlaku jest kilka odnóg na Słowację, mimo że na polskich mapach ich nie zobaczymy.  Ogólnie rzecz biorąc w tych okolicach jest to co najlepsze w Beskidach- bujne lasy, złociste łąki, malownicze dróżki wijące się pomiędzy pagórkami,  i dziwne wrażenie że coś nam się przygląda z głębi krzaków.




 

Galeria zdjęć:
{gallery}Fotografia/gory/2012_09_02_krawcow{/gallery}

Rysuję od najmłodszych lat. W szkole zdarzało się, że niektóre zeszyty miały od tyłu więcej rysunków niż zapisanych lekcji od przodu. Przez lata fascynowały mnie różne sztuki wizualne. Poznałem fotografię, malarstwo, rzeźbę, grafikę komputerową i warsztatową, projektowanie i wiele innych, ale w sercu zawsze miałem rysunek. Zawsze dużą wagę przykładam do warsztatu. Lubię eksperymentować i nie cierpię zamykać się w konwenansach. Jak już coś robię, to robię to dobrze. Kowadło Artblog, to strona którą prowadzę od kilkunastu lat, jeszcze od czasów kiedy w całości pisałem ją ręcznie w htmlu. Robiłem wtedy wpisy na temat technik malarskich nie wiedząc nawet, że była to pierwotna forma aktywności, którą dzisiaj nazywamy blogowaniem. Dziś blogów jest tysiące, mimo to staram się, aby moja strona - podobnie jak twórczość - była rzetelna i autentyczna.

Moje Książki