Logo

2008 12 15Karkonosze, Śnieżka

{gallery}Fotografia/gory/karkonosze sniezka{/gallery}

Wyprawa trwała 3 dni, skład 4 osoby. Kiedy wchodziliśmy w pierwszy dzień do schroniska, trochę zmartwiło mnie totalne zachmurzenie i zamglenie (Na Śnieżce średnio 306 dni w roku notowana jest mgła.Wtedy to najwyższy szczyt Karkonoszy ukryty jest w chmurach). Jednak gdy obudziliśmy się nazajutrz słońce lizało grań Kotła Małego Stawu, nad którym jest Strzecha Akademicka, a na niebie przesuwały się zaledwie pojedyncze chmurki, które najwyraźniej nie miały złych zamiarów w stosunku do słońca. Szybkie śniadanie i na szlak. Cel to oczywiście Śnieżka. Krajobraz przykryty grubą warstwą śniegu. Mroźny wiatr wyrzeźbił tysiące wspaniałych form w bryłach śniegu i lodu, które można się domyślać, są tam gdzieś pod spodem drzewami, krzakami, może kamieniami, a może to tylko skamieniałe trolle. Wschodzące słońce kładło za tymi wszystkimi formami długie cienie, co stanowiło niesamowity efekt. Cały ten płaskowyż nasuwa na myśl słowa takie jak: mars, kosmos, o Boże, ja pierdykam itd.. A nad tym wszystkim góruje wszechobecna Śnieżka. Podejście pod nią to jedna wielka ślizgawica (co notabene fajnie można wykorzystać przy schodzeniu- to zadziwiające jak długie odcinki można przejechać na butach, oraz od czasu do czasu na tyłku). Cóż można napisać o widokach ze szczytu- to należy zobaczyć. Trzeba poczuć przestrzeń, a cholerny aparat fotograficzny czuje co najwyżej współczynnik przestrzeni barwnej rejestrowany na pikselach matrycy, i to jeszcze w zakresie tonalnym chyba ze sto-krotnie mniejszym niż posiada oko ludzkie. No ale próbować trzeba. Kawka w restauracji w Obserwatorium Meteorologicznym, zdjęcia pamiątkowe, kilka jeszcze rzutów okiem i w dół. Przechodząc koło pomarańczowego schroniska zwanego Śląski Dom, oczywiście nie omieszkaliśmy żeby się tu zatrzymać na jakiś posiłek i po pieczątkę. Dalej przez Przełęcz pod Śnieżką, czeską stroną w kierunku schroniska Lucni Bouda (jak do diaska robi się te czeskie znaczki nad literkami na polskiej klawiaturze ?!?). Polodowcowe Dziedzictwo Karkonoszy i cała ta Równina pod Śnieżką to raj dla narciarzy biegowych, i tych drugich narciarzy z taką mini paralotnią co to ich za pomocą nieustającego tam wiatru ciąga  po całych tych płaskowyżach w te i z powrotem. Czyli inaczej mówiąc- w dalszym ciągu jesteśmy na Marsie. Słońce wykonało już większą część swojej zimowej drogi i rzuca teraz cienie w drugą stronę, a światło ma cieplejszą barwę co daje niesamowity efekt na tych niekończących się płaskowyżach- ciepłe, prawie pomarańczowe światło na śniegu i ciemnobłękitne, prawie granatowe cienie. Masakra. My tymczasem naginamy granią wzdłuż kotłów Małego i Dużego Stawu szlakiem czerwonym.  Niższymi partiami przelewają się popołudniowe chmury przez które przechodzimy, a to dodaje do całości nutkę mroczności. Powrót do Akademickiej Strzechy, ciepły posiłek i postanowienie że jutro wstajemy wcześniej.

Rano piękny wschód słońca nad zalewającymi cały świat dookoła chmurami, tutaj słowa typu: magia, bajka, o ja ..., ale kolory, itd. Do góry wzdłuż kotłów do Słoneczników. Tutaj się rozdzielamy, dziewczyny schodzą żółtym do Karpacza, a ja z Tomkiem czerwonym (Główny Szlak Sudecki im. M.Orłowicza) do Przełęczy Karkonoskiej.  Cały czas prosto po zboczu. Jest rano, ani jednego turysty, ślady z poprzedniego dnia zasypał nawiany śnieg, jesteśmy sami na szlaku, pustka, cicho, Mars. Do pewnego momentu. Nagle jakby ktoś wysypał narciarzy biegowych z worka prosto na szlak. Ciągłe mijanki. I tu obserwacja: Jeśli mówię do mijającego turysty "cześć" to okazuje się że to czech i odpowiada "ahoj", a gdy mówię "ahoj" mogę być na 100% pewien, że to będzie polak i usłyszę "cześć". Cały ruch narciarzy odbywa się w przeciwnym kierunku, od Przełęczy Karkonoskiej do której idziemy, tak więc powstaje wrażenie jakbyśmy szli pod prąd. Niemniej docieramy jednak do celu, i tutaj postój na kawkę, zupę i pieczątkę w charakterystycznym schronisku o wdzięcznej i chyba adekwatnej jeśli potraktować ją jak sugestie czasoprzestrzeni w jakiej się schronisko znajduje nazwie "Odrodzenie". Przeżycie natury mistycznej. Nie da się opisać. Ale czas już zaczyna gonić, a my musimy jeszcze wrócić, planowo zielonym szlakiem do Pielgrzymów (wg mapy ok 1,30h drogi). Tylko gdzie jest ten zielony szlak?? Znajdujemy w końcu znak na drzewie. Problem w tym że szlakiem tym nikt nie szedł od wieków, i jedynie zielona strzałka na drzewie świadczy o tym, że tu w ogóle jest jakiś szlak. Z trudem odnajdujemy drugi znak, a potem już idziemy na czuja bo nie ma szans żeby w gęstym zaśnieżonym lesie  znaleźć cokolwiek oprócz gęstego zaśnieżonego lasu. I tak oto zygzakując nieco, schodzimy za bardzo z kierunku, mylnie biorąc Ptasie Skały za skały zwane Pielgrzymami, jednym słowem gubimy się w lesie. Idziemy cały czas na przełaj, co chwilę wpadając po pas w śnieg. No widoki piękne, ale po jakiś dwóch godzinach zaczynamy się nieco niepokoić faktem, że nie trafiliśmy jeszcze na żaden szlak, ani na Pielgrzymy. Coraz zimniej, ja mam pełne buty śniegu, odczuwamy spore zmęczenie brnąc przez głęboki śnieg. W końcu trafiamy jakoś na ścieżką, którą docieramy do górskiej drogi, gdzie spotykamy sympatycznych ludzi z dokładną mapą, którzy uświadamiają nam gdzie właściwie jesteśmy. Uff. Droga do żółtego szlaku i w dół do Karpacza gdzie szczęśliwie czekają na nas dziewczyny i ostra bura :-) .

Podsumowując - Karkonosze to przepiękne miejsce. Mają swój charakterystyczny klimat, a zima jest tu czymś wyjątkowym. Wyjazd uznaję za jeden z najlepszych. Odczuwam potrzebę ponownej tu wizyty. Pewnie gdzieś w okolicy lata.

Panoramy: {gallery}Fotografia/gory/karkonosze sniezka/pan:590:100{/gallery}



Kowadlo Blog - Tomasz Kowal All rights reserved.