2009 07 12 Tatry/Dolina Chochołowska

{gallery}Fotografia/gory/2009_07_12_dolina_chocholowska{/gallery}

Schronisko na Polanie Chochołowskiej.
Przed wyjazdem usłyszałem w radiu, że podobno spadła ilość turystów odwiedzających Tatry. Żalili się właściciele pensjonatów, sprzedawcy i inni bacowie. Uff- ucieszyłem się- no to będzie luźniej. Czyżby? Robiąc tydzień wcześniej rezerwację na nocleg w Schronisku na Polanie Chochołowskiej okazało się, że wolne miejsca są tylko na podłodze, reszta zajęta (121 miejsc noclegowych). Kolejka do Niżnej Bramy Chochołowskiej (taki pociąg asfaltowy z dwoma wagonami i ciufcią zrobioną z traktora) regularnie śmiga po brzegi wypełniona turystami. Rowery do wypożyczenia też nie stoją bezczynnie. Obsługa dowozi je co 20 minut na dwóch długich przyczepach. A sama droga do schroniska zatłoczona jest jak pasaż w centrum handlowym (można dzięki temu przed wejściem na wyższe szlaki potrenować trawersowanie). W stołówce schroniska ciężko jest o miejsce siedzące, a w budce przy wjeździe do Doliny o godzinie 16 brakło już hotdogów. Doprawdy- trudno mi jest sobie wyobrazić jak wygląda szczyt turystyki skoro to jest kryzys?! Ceny "tatrzańskie" też nie przyciągają: piwo w puszcze 8zł, nocleg na podłodze 23, w pokojach od 30 do 40. Trochę dużo jak na schronisko o tak dogodnym położeniu, do którego można dojechać szybko każdym samochodem po kamienistej, równej drodze. Co tu dużo mówic- ceny w Tatrach są jak w kurortach nad morzem.
Informacja o rzekomym spadku popularności Tatr ucieszyła mnie też dlatego, że pora już najwyższa ażeby trochę utrzeć nosa tatrzańskim handlowcom, którzy windują ceny do granic wytrzymałości (jak się dobrze przysłuchać słychać jak cichutko piszczą i pojękują) rozpieszczeni w ostatnich latach przez przesadny wręcz napływ turystów z pełnymi kiesami. Tak więc życzę dalszego spadku odwiedzających w kolejnych latach.





Trzydniowiański Wierch.
Szczyt ten to punkt wypadowy na dalsze, wyższe części okolic Doliny Chochołowskiej. Prowadzą nań dwie drogi - czerwony szlak przez Wyżnią Jarząbczą Polanę (te ten wzdłuż którego biegnie żółty szlak papieski kończący się w krzakach), oraz drugi, także czerwony przez Kulawiec. Tego drugiego nie polecam. Wprawdzie z mapy wynika, że jest on widokowy, ale w rzeczywistości bardziej niż pierwszy chowa się w lasach, a z grani Kulawca którą wiedzie, widoki są niemal identyczne jak z samego Trzydniowiańskiego wierchu na który tak czy inaczej wejdziemy. Ale co najbardziej zniechęca to rozmieszczone na dużym jego odcinku kamienne schody, które powodują zakwasy, migotanie komór i myśli samobójcze. Podczas gdy pierwszy jest zróżnicowany, malowniczy, odsłaniający stopniowo coraz to piękniejsze widoki, drugi jest nudny, żmudny i odsłaniający brutalnie braki kondycyjne. Wybór należy do Ciebie!



Panorama z Kończystego.
Często próbuję zrekonstruować w słowach odczucia doświadczane na szczycie góry. Za każdym razem z przykroscią stwierdzam, że opisywanie piękna wychodzi mi słabo (wogóle pisanie nie jest moją mocną stroną jednak lepiej jakoś czuję się ironizując). Ale spróbuje mimo to: Panorama z Kończystego Wierchu jest...hmm...-piękna? Stojąc tak na wierzchołku góry, widzimy świat monumentalny, dziki i nieokiełznany. Stojąc tuż pod niebem, czujemy jakby sam Pan Bóg patrzył na nas oczami gór. Wobec tego ogromu jesteśmy mali jak mrówki na mankiecie koszuli, które zawsze można zdmuchnąć gdy będą zbyt upierdliwe. Wieloplanowość górskich masywów daje nam wrażenie poczucia przestrzeni, jakby zmysł wzroku został nagle wzbogoacony o jakieś dodatkowe receptory. Gdy patrzymy na świat dookoła znikają troski*, otwierają się czakramy, a nasze ciało wypełnia kosmiczna energia i wszechogarniająca miłość (coś jak u rastamanów tylko bardziej). Takie właśnie są odczucia stojąc na Kończystym Wierchu. A ponieważ nasze umysły nie były gotowe na większą ilość energii kosmicznej (kolejne szczyty leżą jeszcze bliżej nieba), zawrócilismy śpiesznie i poczłapaliśmy do schronisko na piwo i papierosa.

* Stwierdzenie to jest użyte nieco na wyrost, bo w rzeczywiśtości jedne troski ustępują miejsca innym np; -O kurna, no to teraz trzeba zejść w dół!


Panoramy: {gallery}Fotografia/gory/2009_07_12_dolina_chocholowska/pan:590:100{/gallery}

Rysuję od najmłodszych lat. W szkole zdarzało się, że niektóre zeszyty miały od tyłu więcej rysunków niż zapisanych lekcji od przodu. Przez lata fascynowały mnie różne sztuki wizualne. Poznałem fotografię, malarstwo, rzeźbę, grafikę komputerową i warsztatową, projektowanie i wiele innych, ale w sercu zawsze miałem rysunek. Zawsze dużą wagę przykładam do warsztatu. Lubię eksperymentować i nie cierpię zamykać się w konwenansach. Jak już coś robię, to robię to dobrze. Kowadło Artblog, to strona którą prowadzę od kilkunastu lat, jeszcze od czasów kiedy w całości pisałem ją ręcznie w htmlu. Robiłem wtedy wpisy na temat technik malarskich nie wiedząc nawet, że była to pierwotna forma aktywności, którą dzisiaj nazywamy blogowaniem. Dziś blogów jest tysiące, mimo to staram się, aby moja strona - podobnie jak twórczość - była rzetelna i autentyczna.

Moje Książki