Góry

2010 07 24-26 Pogórze Przemyskie

  • Kategoria: Góry
  • Odsłony: 5026
To pasmo wzniesień o wysokościach od 400 do 500 m n.p.m, znajdujące się pomiędzy Beskidem Niskim a Przemyślem. Wikipedia twierdzi, że jest mezoregionem, i to jeszcze położonym najdalej na wschód. Oczywiście wikipedia dla zwiększenia prestiżu musi się odwoływać do nikomu nie zrozumiałych pojęć, toteż należy wyjaśnić, że mezoregion jest to fragment jakiegoś większego regionu o określonej charakterystyce. W tym wypadku P.Przemyskie jest częścią Pasma Pogórz, a także Zewnętrznych Karpat Zachodnich. Natomiast w sensie turystycznym jest to rejon bardzo atrakcyjny wizualnie ale głównym aspektem tej atrakcyjności nie są szczyty jak to ma miejsce w przypadku pasm górskich, tylko pola, wsie, lasy, bezdroża, dzika zwierzyna, ogólna atmosfera i święty spokój. Pogórza są zdecydowanie mniej popularne niż góry i są alternetywą dla Zdobywcy Szczytów Umiarkowanych, który zauważył, że góry Polskie starciły swoją wyjątkowość i monumentalizm. Stały się banalne bo dostępne dla każdego, popularne i zdeptane. Są powszechne jak konto na Facebooku. Są już tylko wspomnieniem dawnej dzikości. Wskutek czego turysta poszukujący wyjątkowych wrażeń siłą rzeczy musi szukać gdzie indziej. Polskie Pogórza są dobrym do tego miejscem, bardzo ciekawym, dziewiczym jeszcze i chętnym aby to dziwictwo utracić. Na Pogórzu Przemyskim zwierzęta chadzają sobie szlakami turystycznymi, i ze zdziwieniem gapią się gdy pojawi się jakiś oszołom z plecakiem. Niektóre w taki sposób że, to turysta raczej spłoszony ucieknie w krzaki. Zwłaszcza te czterystu kilogramowe, z dwoma kłami sterczącymi do góry. Człowiek widząc wszędzie ich ślady zastanawia się tylko  za którym krzakiem się na nie nadzieje.
{gallery}Fotografia/gory/2010_09_14_pogorze{/gallery}
Kopystańka i Połoninki Rybotyckie.
Kopystańka jest najwyższym wzniesieniem na Pogórzu Przemyskim i mierzy 541m n.p.m. Pomimo niedużej wysokości szczyt nie jest zalesiony i otwiera się z niego piękny widok na Pogórze, a także w perspektywie dalszej na góry ukraińskie. Zarówno Kopystańka jak i Połoninki stanowią wyłysiały grzbiet wzniesień. Powstaje dzięki tamu niemal bajkowy pejzaż (o ile jest się w stanie nie pamiętać o obecności dzików za każdym krzakiem). Jest to ten rodzaj swojskiego klimatu gdzie stoi krzyż na rozdrożu polnych dróg, w lesie czai się zabytkowa cerkiew z dzwonnicą, przy strumyku stoją łozy- polskie wierzby, a po szlakach turystycznych chodzą tylko dzikie zwierzęta (choć nadal staramy się o nich nie pamiętać, zwłaszcza o dwóch ich aspektach: "kły" i "400kg"). Takiego poczucia dzikości i natury nie widziałem chyba w żadnych górach w Polsce.



Połoninki Rybotyckie


Zabytkowa cerkiew pod Kopystańką


Krzyż na Kopystańce

Szlaki są zdeptane.... przez dziki!


Rybotyczne na dobry początek.
Oczywiście P.Przemyskie jest tak mało popularne, że nie funkcjonuje tam żadna oficjalna baza noclegowa ani też schronisko. Nie oznacza to, że nie znajdziemy żadnego noclegu. Przykładowo w Rybotyczach Pani Stasia, która jest przygotowana na- ni z tego nie z owego przyjazd grupy turystów, udostępni kilka łóżek w specjalnie przygotowanym domku, za jedyne 20 dyszki od osoby. Dostępna będzie mini kuchnia z czajnikiem, ciepła woda i pięć łóżek. Oficjalnie nie serwuje pani Stasia posiłków, ale sądzę, że jakby się dogadać to za rozsądną cenę znajdzie się i jakiś obiad domowy. Aby znaleźć panią Stasię, trzeba zapytać we wsi o ... Panią Stasię. Taki rodzaj turystyki lubię. Pełna interakcja z otoczeniem.
Rybotycze są typową, niczym nie wyróżniającą się, pospolitą wsią, jakich pełno na Pogórzu i poza nim. I jak prawie każda tego typu wieś, gdy tylko zatrzymasz się na dłużej i spojrzysz dalej niż na czubek własnego nosa, wysilisz słuch, ukaże ci swoją bogatą historię wypełnioną zamkami, królewnami, Diabłami Łańcuckimi i nie rzadko zakrwiawonymi sztyletami. Historia tej wsi ma wszystkiego po trochu. Rybotycze mają również bogate tradycje rzemieślnicze: szewstwo, stolarstwo oraz ikonopisarstwo- z których ongiś słynęła ta osada. Ta ostatnia dziedzina w szczególności zasługuje na uwagę. Zatracona w burzliwych czasach tradycja znajduje kontynuacje.  W Rybotyczach działa pracownia artystyczna w której Agnieszka Bieniek-Wydrzyńska, kultywuje lokalne tradycje ikon pisania, a jej mąż Jacek zajmuje się stolarką artystyczną. Artystów można odwiedzić i zobaczyć podczas pracy (we wsi pytać o... artystów). Inną ciekawostką Rybotycz jest hobbystyczna, zachowawcza hodowla dawnych, tradycyjnych ras kur i kaczek, obecnie na wyginięciu. Ten unikalny drób mieszka w najwyższej klasy kurniku w całym województwie, a może i kraju.



Nocleg u Pani Stasi czeka na turystów


Stolarka artystyczna Jacka z Rybotycz


Panoramy: {gallery}Fotografia/gory/2010_09_14_pogorze/pan:590:100{/gallery}

2010 07 24-26 Bieszczady

  • Kategoria: Góry
  • Odsłony: 4588
W Bieszczady komunikacją.
Podróż w Bieszczady komunikacją zawsze jest wyzwaniem. Dojazd z Jaworzna do Ustrzyk Górnych zajmuje ok 11,5 godziny poza sezonem. Jest to wynik o jakieś 3 godziny gorszy niż w zeszłym roku. Kolej wycofuje kolejne połączenia i jest to jakiś pokrętny sposób rozumienia słowa "postęp". Dojazd PKSem w obrębie Sanok > Ustrzyki Górne poza sezonem letnim to też pewnego rodzaju dowcip komunikacyjny. Ale dzięki temu Bieszczady nie cierpią na zmasowany najzaz Turystycznej Stonki, a przynajmniej nie w takim stopniu jak Beskidy. Dzięki trudnościom komunikacyjnym nie każdy Miś i jego Krysia postawi lśniący obcas na Połoninie. Ta komunikacyjna selekcja sprawia, że w Bieszczady pzyjeżdża więcej  Turysty Kwalifikowanego. Ale oczywiście  nie zatrzyma to Stonki Zmotoryzowanej, która przyjeżdża samochodami do Wetliny. I emerytów którzy z okolicznych miejscowości uzdrowiskowych są przywożeni autokarami na Połoniny. Ale to już inna sprawa i zakrawa na spisek ZUSu. Wysyłają autokar emerytów na Caryńską, i drastycznie zwiększa się średnia zawałów w grupie.
{gallery}Fotografia/gory/2010_09_09_bieszczady{/gallery}

Schronisko Kremenaros.
Obiekt składa się z dwóch budynków: w jednym jest sporej wielkości bar a drugi to barak z pokojami. Ma ono bardzo swojski i trudny do zapomnienia klimat. Klimat ten powstał w 1956 roku kiedy przejęto budynki od Wojsk Granicznych, zaostrzył się w latach 80tych a przez ostanie 30 lat podpleśniał i zaśmierdł. W międzyczasie doświadczył hipisów i punków. Obecnie wycieka ze ścian i  chwyta człowieka za gardło. Możliwości noclegowania w Ustrzykach jest dużo. W ciemno polecę każdą inną.
Natomiast bar serwuje dość dobre jedzenie i generalnie w kryteriach barowości jest przyzwoity, no może pomiając pewien brak wyczucia, przez który nie mozna porozmawiać przy stoliku inaczej niż krzykiem, lub wychodząc na korytarz. Muzyka jest genialna ale dlaczego tak głośno? Gospodarze wyszli chyba z założenia, że ich ulubiony repertuar muzyczny tym lepiej trafi w gusta gości, im większym nasyceniem decybeli porażą nim po uszach.

Image
Pod Kremenarosem

Halicz, Rozsypanic, Tarnica
Piękne miejsca. Wnioskuję głównie z pocztówek i panoram, bo w rzeczywistości oglądałem mgłę i deszcz. Na zmianę lub na raz. Natomiast nietypowy widok, nie spotykany na pocztówkach a wart zobaczenia jest na szlaku z Wołosatego na Halicz. Jest takie miejsce gdzie szlak z Wołosatego styka się niemal z granicą Ukraińską. Wystarczy trochę z niego zboczyć, przejść kilka kroków ścieżką graniczną i oczom ukaże się widok na Bieszczady Ukraińskie. A potem można już tylko spotkać funkcjonariusza ukraińskiej Straży Granicznej albo Ochrony Bieszczadzkiego Parku. Z dwojga złego lepiej tego drugiego, niestety łatwiej pierwszego.

Image
Gdybym chciał przeczekać deszcz pod wiatą musiałbym czekać dwa dni

Image
Granica z Ukrainą. A po drugiej stronie kuszą ukraińskie Bieszczady.


Prognoza Pogody
Meteorolodzy całego kraju, zadają sobie wiele trudu aby przewidzieć zachowanie pogody w najbliższym czasie. Dysponują wysoce zaawansowanym i drogim sprzętem i  w powszechnym przekonaniu jest to dziedzina nauki. W rzeczywistoście jest to rodzaj wróżbictwa oraz głębokiej wiary. Chodzi o to, że jeżeli głęboko się wierzy w daną prognozę to istnieje spore (bo przecież conajmniej 50cio procentowe) prawdopodobieństwo, że prognoza ta się spełni. Racja? Meteorolodzy wkładają dużo wysiłku w to aby przekonać  ludzi (oraz pogodę) do własnej prognozy. Niestety zjawiska atosferyczne w bieszczadach cłkowicie lekkce sobie ważą nowoczesne i wysoce zaawansowane matody prognozowania. Dlatego bieszczadnicy, żyjący blisko natury i obserwujący zmiany pogodowe od pokoleń, zapytani o pogodę odpowiadają krótko: "Cirrus na niebie- pogoda się zjebie".


Po Tarnicą, Bukowe Berdo, Muczne
Właściciele i gospodarze schronisk i baz turystycznych często muszą się wiele natrudzić by taki obiekt wogóle funkcjonował. Warunki bywają różne, ale samo utrzymanie  często wiąże się nadludzką pracą i odwagą. Tymczasem w zamian za swoją pracę i poświęcenie co dostają od turystów?  Marudzenie, narzekanie, i ciągłe niezadowolenie. Tacy turyści! I ja wcale nie zamierzam się wyłamywać. Też pomarudzę. W hoteliku górskim "Pod Tarnicą" było zimno i mokro, oraz mokro i zimno. Nie było gdzie wysuszyć przemokniętych ubrań, bo było mokro. I zimno. Ale to nie powinno przecież odstraszać turysty żądnego przygód. Przecież turystyka górska musi się czasem wiązać z przemoczonymi butami, brakiem luksusów, długą drogą do najbliższego wychodka itd. I z marudzeniem. I że jest mokro i zimno.
Bukowe Berdo to pasmo które na swoje szczęście stoi z boku, i  nie jest tak chętnie deptany jak Tarnica czy Caryńska, o Wetlińskiej nie wspominając. I dlatego polecam. Oraz dlatego, że można z niego zejść do Mucznego. Wołosate przy Mucznym to miasto. Muczne to osada składająca się z kilku domów i hotelu. Znalazłem nocleg na uboczu gdzie było ciepło, sucho, smacznie i wogóle jak to jest , że taniej a lepiej?.  W Mucznym można poczuć smak tych pawdziwych Bieszczad. I ludzi którzy w górach żyją, i z gór żyją. To już zupełnie inne klimaty.

Image
Stołówka w "Pod Tarnicą"

Image
Korytarz swojski jest

Image
Wilcza Jama w Mucznym. Czy widzisz różnicę?

 
Mieszczuchy
W zeszłym roku zaobserwowałem po czym poznać mieszczucha w górach. Chodziło głównie o ekwipunek i takie tam. Tym razem zauważyłemcoś jeszcze. Mieszczuch gada jak nakręcony. Jego umysł jest jak garnek kukurydzy postawiony na pełnym ogniu bez przykrycia. Jego skłębione myśli wystrzeliwują w przestrzeń dokoła potokiem słów, zupełnie oderwanych od treści. To co normalny człowiek wyraziłby w zdaniu: "Miełem nie pójśc dziś w góry, ale zmieniłem zdanie" mieszczuch sformułuje tak: "Nie ukrywam że początkowo sceptycznie byłem nastawiony do konceptu udania się na Połoniny, ale suma sumarum konwers z Markiem, mimo iż nie doszliśmy do konsensusu, nakłonił mnie do wtórnej refleksji i w konsekwencji wyjścia na szlaki mimo niezbyt przecież dobrze prognozującej pogody". To autentyczne zdanie jakie słyszałem na szlaku. Długo się zastanawiałem o co wogóle chodzi.

Schronisko pod Rawkami.
To jedna z dziesięciu wszystkich górskich bacówek, i jedna z trzech zlokalizowanych w Bieszczadach (Rawki, Pod Honem, Jaworzec). I zdecydowanie jest jednym z najlepiej prowadzonych schronisk górskich. Ale trudno się dziwić. Jak dowiedziałem się od gospodarzy- prowadzenie schroniska to musi być pasja. To sprawa zamiłowania i sposobu na życie zarazem.  I tak jest na Rawkach. Ludzie którzy tam pracują wkładają w to mnóstwo zaangażowania. O panujących regułach zostajemy poinformowani szczegółowo podczas zakwaterowania, i to jest to czego mi zawsze brakuje przy nocowaniu w innych schroniskach. Turysta wie od razu co gdzie i kiedy i nie musi bawić się w głuchy telefon próbując się dowiedzieć od innych od której godziny jest ciepła woda, albo ile kosztuje wrzątek (za wrzątek co łaska wrzuć do żelazka- tak na marginesie). Pomimo licznych zalet schronisko to ma jednak jeden malutki mankament- parking przy drodze o 15 minut drogi piechotą od schroniska. A to oznacza wycieczki autokarowe. Dzieci, harcerze, emeryci, kuracjusze itd. Na szczęście wycieczki bywają tylko popołudniami.

Image
Schronisko pod Rawkami..

Image
...i ta cudowna bacówkowa stołówka, tętniąca życiem wieczorami.

Panoramy: {gallery}Fotografia/gory/2010_09_09_bieszczady/pan:590:100{/gallery}

2010 07 24-26 Karkonosze

  • Kategoria: Góry
  • Odsłony: 4208

Karkonosze – Jeden park, dwa kraje.

1/3 powierzchni Karkonoskiego Parku Narodowego leży na naszych polskich ziemiach. Reszta to obszar Czech. Na szlakach górskich są Polacy, Czesi i nierzadko Niemcy, którzy mają tu całkiem blisko. Rozmowy w schroniskach toczą się w tych trzech językach plus łamany  angielski. Ale gdyby nagle rozpętała się epidemia, albo wybuchła bomba atomowa i wszyscy by zginęli, a po kilku wiekach inna cywilizacja dotarłaby tutaj, odkryłaby by ślady obecności tylko jednej z tych nacji. Byliby to Polacy – rzecz jasna.  Ani Czesi, ani tym bardziej Niemcy nie potrafią myśleć o przyszłości w taki sposób jak my. Absolutnie nie wykazują się kreatywnością w tej kwestii. I niech mnie piorun razi jeśli to nie my tylko potrafimy zostawiać znak dla potomnych : my tu byliśmy drogi rodaku, i jakbyś miał co do tego wątpliwości to rozejrzyj się tylko trochę!  Takie niby nic nie znaczące szczegóły ale jakże wymowne. Tu butelka po napoju, tam puszka po piwie, opakowanie z chipsów itd. Na wszystkich tych przedmiotach nasz polski język. Ale to nie wszystko. Każda wiata na szlaku jest cała pokryta polską typografią. W schroniskach także. I idę o zakład, że jakbym zanocował w jednym z licznych czeskich hotelików  znalazłbym tam z pewnością polskie gwoździoryty na przeróżnych elementach drewnianych. Tak, my umiemy zadbać aby nikt o nas nie zapomniał. Grunt to zostawić coś po sobie.
{gallery}Fotografia/gory/2010_07_24_karkonosze{/gallery}

Schronisko Odrodzenie.

Nazwa adekwatna , albowiem określa  dokładnie to co przeżywa ten obiekt  po poprzednich właścicielach, którzy uczynili je chyba najbardziej krytykowanym schroniskiem w całej Polsce. Nowi gospodarze mają trudne zadanie. Odrodzenie dźwiga się z dna niebytu i stagnacji, ale nie jest to łatwe bo niebyt gryzie i wierzga a stagnacja wymachuje pięściami. Jest już ciepło w pokojach, ciepła woda i miła obsługa, dobre posiłki i przystępne ceny i ogólnie możesz przenocować nie ryzykując życia. Ale do wizerunku kreowanego na stronie internetowej jeszcze daleko. Za to czuje się tu teraz mnóstwo dobrych chęci.  I nie chcę zło wróżyć , ale starsza pani wszędobylska o despotycznym charakterze (która całą swym jestestwem komunikuje światu, że to ona właśnie jest tu szefem)może te chęci posłać w diabły. Są też pewne detale.  Należy pamiętać, że przeciętny Zdobywca Szczytów Umiarkowanych zwraca uwagę na detale. A te wymykają się spod kontroli i biegają pod nogami ludzi chichotając szyderczo i  pokazując im środkowy palec. W tak wielkim budynku detale wiedzą gdzie się schować, i w najmniej oczekiwanym momencie rzucić się w oczy turyście. Lata praktyki. Podobno są w tym schronisku pokoje typu apartamentowego.  Nie mam pojęcia gdzie one się ukrywają bo nasza „czwórka” była klasycznie odrodzeniowa czyli właściwie nie odrodzona jeszcze. Inna sprawa, że jako Zdobywca Szczytów Umiarkowanych lubię taki swojski klimat, o ile oczywiście swojskość ta nie jest zbyt zimna i śmierdząca. Na szczęście te dwa przymiotniki odeszły z dawnymi gospodarzami.

Image

Odrodzenie niczym widmo wyłania się z mgły....

Image

Na pokojach klimat swojski

Samotnia.

To jest to. To wzorowy przykład połączenia dobrego klimatu schroniska z nowoczesnymi standardami, a nowoczesne standardy to na szczęście wcale nie TV w jadalni i DVD w pokojach. Nowoczesność to taki stan kiedy wszystko działa jak należy a nie kiedy wygląda jakby było zrobione z plastiku.  I o to chodzi. Dobra obsługa, dobre żarcie, i wyczucie stylu i smaku. Gospodarze znają się na rzeczy. Ktoś kto zadbał o wystrój umie odróżnić „dobry styl” od „jakiś styl”. Nic tak nie razi w schroniskowych aranżacjach jak poPeErElowski  wystrój eklektyczny, czyli brak aranżacji.  Dla przykładu: często na ścianach wiszą obrazki. Najczęściej są to zdjęcia o wątpliwej jakości fotograficznej (czyli wysłałem żonę żeby zfociła zachód słońca nad polaną, w końcu kupiła nowego cyfr aka kieszonkowego, a to że jej niechcący wlazłem w kadr to przecież nie problem ), oprawione w antyramę, ale nie przyklejone, w skutek czego nieco opadły z białej pomarszczone kartki która miała imitować passe-partou. Szczyt tandety. A jednak dominuje wciąż jako „ozdoba”* ścian schroniskowych. Taka spuścizna PRLu, kiedy był to jedyny sposób na ekspozycję.  W Samotni tego nie ma. Są porządne fotografie, porządnie oprawione. A ktoś kto umie o to zadbać, zadba także o całą resztę. Nie wiadomo czemu ale tak to działa. A jeśli dołożymy do tego lokalizację obiektu otrzymamy jedno z najlepszych polskich schronisk, a przynajmniej w mojej, jakże Umiarkowanej opinii. Nocowanie tam jest czystą przyjemnością.

* - pisząc to słowo w tym kontekście mało nie powyłamywałem klawiszy w klawiaturze. Cudzysłów powinien być w tym miejscu jakoś szczególnie podkreślony.

Image

Samotnia nad Kotłem Małego Stawu

Pogoda.

Wikipedia i inne „pedie” podają że w Karkach panują trudne warunki atmosferyczne i przez 300 dni w roku jest mgła i wieje wiatr, a deszcz też lubi popadać. Jadąc w te okolice człowiek zawsze ma nadzieje, że trafi w jakiś inny dzień niż jeden z tych trzystu. Co za naiwność. Jeżeli ktoś kiedyś postanowi zrobić plener artystyczny, powiedzmy malarski, którego tematem będzie mgła, to powinien wysłać jego uczestników w Karkonosze. Może mieć pewność, że tematu nie zabraknie. Dlatego moja galeria z tego wyjazdu jest wyjątkowo uboga. Ileż można fotografować mgłę. Byłem na Śnieżnych Kotłach, byłem pod Śnieżką, na Słonecznikach i w kilku innych miejscach, ale co z tego jak na zdjęciach wyglądają wszystkie identycznie biało.  Pogoda w Karkonoszach to taki rodzaj dowcipu.

 Image

... i tam właśnie na wprost są Śnieżne Kotły. Co za widok...

 Image

Ach ta pogoda karkonoska....


Stojąc w Małym Kotle rozpozciera się mniej więcej taka panorama: {gallery}Fotografia/gory/2010_07_24_karkonosze/pan:590:100{/gallery}



2010 07 03 Wielka Rycerzowa

  • Kategoria: Góry
  • Odsłony: 4036
    {gallery}Fotografia/gory/2010_07_10_rycerzowa{/gallery}


Komentarza Jeszcze nie napisałem, ale mam panoramy: {gallery}Fotografia/gory/2010_07_10_rycerzowa/pan:590:100{/gallery}

2010 07 03 Tatry

  • Kategoria: Góry
  • Odsłony: 3989
   {gallery}Fotografia/gory/2010_07_03_tatry{/gallery}

Schronisko w Dolinie 5 Stawów Polskich

Jest świetnym miejscem bazowym dla wypadów w okolice Orlej Perci. Jeżeli chcesz połazić w tych rejonach to właściwie masz do wyboru Pięć Stawów lub Murowaniec po drugiej stronie tego masywu. Murowaniec nie cieszy się jednak zbyt dobrą opinią. Plotka głosi, iż nie przyjmują tam turystów na tzw glebę. Uzasadnieniem mają być przepisy p.poż, które takie noclegowanie uniemożliwiają. To ciekawe, że żadne inne schronisko nie ma problemów z tymi przepisami i nocują napalonych miastowych na podłogach, schodach, ławach, stołkach i generalnie uważaj jak leziesz do kibla byś komuś na czerep nie zdepnął. A w Murowańcu nie. Bo przepisy. I jakoś nie ma problemu, że takie postępowanie ewidentnie stoi w sprzeczności z innymi przepisami a dokładnie z 6 punktem REGULAMINU SCHRONISK PTTK, który mówi o tym, że schronisko MA OBOWIĄZEK udzielić schronienia i jednego noclegu turyście, który nie ma możliwości dotarcia w bezpieczne miejsce lub z powodu warunków atmosferycznych. Te dwie rzeczy w Tatrach są normą więc po prostu schronisko powinno udzielać nocelgu. Kropka. Wolałem nie sprawdzać na własnej skórze jak to jest zostać w górach bez noclegu. Dlatego nocowałem w Pięciu Stawach. Tu przyjmą każdego, bo to schronisko przecie. Ponadto piwko z widokiem na stawy i otaczającą je ścianę gór, poranne słońce na szczytach Orlej Perci- sorry, ale Murowaniec przy tym blednie. 

Image

Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów Polskich 

Piękne widoki to jedno, a msza w jadalni to drugie. Idąc do najwyżej położonego schroniska w Polsce nie uciekniesz od religii. Nie ma bata. W niedzielę coś koło 18 do jadalni wchodzi ksiądz i robi czary mary. Po lewej siedzą słowacy, po prawej niemcy, gdzieś z boku anglicy, koło nich czesi- patrzą po sobie z wyrazem twarzy człowieka, który zorientował się, że jego właśnie narodzone dziecko jest czarne. Klękają, wstają, siadają w ślad za 'gospodarzami' bo cóż mogą zrobić lepszego. Od religii nie uciekniesz.

Image

Od religii nie uciekniesz...


Znawcy Tatr

Tych zawsze wszędzie pełno. A w szczególności w schroniskach. I zawsze śpieszą z informacją dla każdego  żółtodzioba, który niopatrznie znalazł się w takich wielkich i złowróżących górach. Nawet jeśli ten o radę nie prosi, no bo przecież nie o to chodzi z dawaniem dobrej rady, żeby czekać aż ktoś o nią poprosi. Dobre rady daje się bezwzględnie- racja? I tak można się dowiedzieć gdzie jest Kasprowy (to ten szczyt po lewej), że o 9 spadnie deszcz, że ten szlak jest płaski, że pogoda będzie jutro dobra a pojutrze nie, że tam nie idź bo jest niebezpiecznie, itd. Potem okazuje się, że Kasprowego nie widać bo jest za inną górą, deszcz spadł o 15, szlak jest zróżnicowany i trudny, pogoda jest totalnie nieprzewidywalna i że tam jest bezpiecznie bo łażą tam przecież ludzie. Ale trzeba się z tym pogodzić. Ludzie po prostu lubią pouczać innych. Im mniej wiedzą tym więcej pouczają. Ci którzy wiedzą naprawdę wiele nie rozdają rad. Trzeba je im wyrywać ciągnikiem.  


Orla Perć

Od roku jakiegoś po cichu marzyłem o wejściu na ten szlak. Kręci mnie wysokość. I przez cały ten czas praktykowałem krytykę kompensacyjną* w stosunku do tych co już byli: "...taki nie przygotowany poszedł na ten szlak..." albo: "...to źle, że tyle ludzi tam łazi, sandałkowicze cholerni, a potem nic dziwnego, że spadają w przepaść..." itd.  Gadałem tak z oczywistego powodu- z zazdrości. Zazdrościłem każdemu cieciowi który choćby zachaczył o Orlą Perć (niech go piekło pochłonie). Bo sam chciałem, ale się wachałem. A teraz nadszedł czas. I byłem. I się chwalę. Teraz ja mogę być obiektem krytyki kompensacyjnej - he. Cóż- zawsze lepiej być z tej strony. 
W internecie można się naczytać aż głowa spuchnie- o urwiskach, żlebach, drabinkach, niebezpieczeństwach, wypadkach, zgonach. Lepiej sobie to odpuścić. Prawda jest taka- gdzie są ludzie tam są wypadki. Jeżeli nie jesteś kretynem, który puszcza latawiec podczas burzy albo myśli, że potrafi pilotawać awionetkę tylko dlatego, że od lat pracuje na lotnisku przy koszeniu trawy, to będziesz wiedział jak się przygotować i co zrobić aby bezpiecznie przejść ten czy inny wymagający szlak. Owszem, zawsze mogą zaistnieć nieprzewidziane okoliczności ale - gdzie ludzie tam wypadki.
A ponieważ siedzisz teraz przed monitorem, szperasz bezproduktywnie po internecie i czytasz bzdety, lepiej trochę się poruszaj zanim udasz się w góry. Mięsnie nie trenują się przed monitorem. Kropka.

* - to taki rodzaj złośliwej krytyki który kompensuje to, że nie robię tego co bym chciał, a inni (niech ich piekło pochłonie) to robią.

Image

Fragment Orlej Perci 

Image

Łańcuchy... 

Image

...klamry... 

Image

...sławne przepaście.

Biedny Baca z Zakopca

To chyba już mit. Kolega (niech go pochłonie piekło Az) obliczył ile zarabia baca wożący wozem turystów z Palenicy do Morskiego Oka. Koszt za osobę to 40zł w jedną stronę. Na wóz upchnie 16 osób. 16x40zł=640zł. W drugą stronę to samo, co daje 1280zł. Więc nawet jeśli przejedzie w okresie letnim tylko raz dziennie (co jest wątpliwe) zarobi 38400zł miesięcznie. Odliczjąc koszt utrzymania koni i inne koszty, nawet jeśli zabierze na każdy kurs tylko połowę mieszczuchów to hmmm, ciągle imponujący wynik (19200zł). Łał. 

 Image

Wozem do Morskiego Oka za 40 zł. 

 Image

Schronisko w Morskim Oku 

 Image

Tzw. "Stonka" uderza do Doliny Morskiego Oka. Jest godzina 9 rano. A oni narzekają, że turystów mało i zarobki cienkie.


Panoramy: {gallery}Fotografia/gory/2010_07_03_tatry/pan:590:100{/gallery}

2010 06 05 Cyl (Mała Babia)

  • Kategoria: Góry
  • Odsłony: 3619

O Cylu i szlakach słów kilka

Każdy Zdobywca Szczytów Umiarkowanych zna Markowe Szczawiny, Przełęcz Brona i oczywiście Diablak (szczyt Babiej Góry). Ale mało kto odwiedza Cyl (niższy szczyt Babiej zwany Małą Babią) który oferuje nie mniej zachwycające walory widokowe co jego wyższy brat. W zasadzie jedyne w czym ustępuje Diablakowi to panorama na Tatry (widać tylko ich część) oraz ilość turystów, których jest tu zdecydowanie mniej. Jako Zdobywca Szczytów Umiarkowanych który chętnie drepta po górach w towarzystwie czworonożnego przyjaciela zainteresował mnie fakt, że po stronie słowackiej Babiej Góry nie obowiązuje zakaz wprowadzania psów jak to ma miejsce po stronie polskiej. Można spokojnie spacerować z Azorem od wsi Czatoża skąd na grań idzie się szlakiem czarnym, omijając w ten sposób Babiogórski Park Narodowy, a dalej czerwonym szlakiem przez Cyl aż do Diablaka (idąc granicą, teoretycznie stroną słowacką). Słowacki rezerwat Babia Hora nie ma takich restrykcji co do futrzaków. Za to nasi włodarze wskutek błyskotliwej dedukcji doszli do wniosku, że pies na szlaku stanowi większe zagrożenie dla cennej przyrody niż turysta. Pies wprawdzie może coś zjeść ze szlaku, albo zdeptać nieopodal, ale musi minąć jeszcze wiele wieków ewolucji by mógł wygenerować takie zniszczenia jak sam człowiek. A może chodziło im o to, że pies mógłby pogonić za dziką zwierzyną. Byłaby to dla niego nie lada atrakcja. Niestety zwierzyna ta jest na tyle dzika, że trzyma się z dala od szlaków, bo na nich są ludzie. Cokolwiek było powodem takiego zakazu- zapewne było bardzo błyskotliwe i na miejscu. Dobrze, że Słowacy zostawili nam pewien margines braku błyskotliwości, dzięki czemu ów zakaz w obrębie szlaku czerwonego (słowacki niebieski) i tak można wsadzić do szufladki z napisem „fikcja”.  

Warto jeszcze dodać, że szlak z Czatoży o którym wspomniałem jest bardzo malowniczy, zróżnicowany i ciekawy. Świetna alternatywa dla zdeptanego szlaku z Markowej.
{gallery}Fotografia/gory/2010_06_05_cyl:175{/gallery}

2010 06 03 Polica

  • Kategoria: Góry
  • Odsłony: 3633

{gallery}Fotografia/gory/2010_06_03_polica:175{/gallery}

Schronisko PTTK na Hali Krupowej

…to bardzo miły obiekt w stylu bacówki, mały i przyjemny, taki jakie schronisko być powinno. A przynajmniej na pierwszy rzut oka, bowiem drugiego lepiej nie ryzykować. A to z powodu pani która siedzi w okienku i wygląda jakby zaraz miała wyciągnąć spod lady maczetę i powyrzynać wszystkich turystów, którzy uprzykrzają jej życie. W promieniu kilometra mógłby nikt nie przeżyć. Na razie trzyma swoje nerwy za drzwiami ale widać już, że zawiasy długo już nie wytrzymają. Pani w Okienku nie sprzedała turystce herbaty ponieważ ta płaciła monetami. A Pani chciała banknoty.

Polica, szczyt nieopodal Hali Krupowej to miejsce mało popularne. Niemniej rozciąga się z niej całkiem przyzwoity widok na Babią Górę. Zarówno na Policę jak i Halę Krupową można wejść od Sidziny z której prowadzą ciekawe i zróżnicowane szlaki.

 Image

Image 


2009 11 07 Stożek

  • Kategoria: Góry
  • Odsłony: 3634

{gallery}Fotografia/gory/2010_05_08_stozek{/gallery}

Stożek

Zerkając ze znużeniem na mapę szukałem jakiejś fajnej, acz nie wymagającej górki. Najlepiej takiej której nie odwiedziłem ostatnio i nadawała by się jednocześnie na szybki sobotni wypad- a więc obszar Beskidu Żywieckiego lub Śląskiego. Nagle ni z tego ni z owego jasny punkcik na mapie zamrugał niczym mała żaróweczka- no taka lampka sygnalizująca, że coś się zepsuło albo, że kończy się paliwo. Zfokusowałem wzrok nań i okazało się, że to Wielki Stożek tak miga. A obok pojawiła się taka komiksowa chmurka z napisem: "Tu jeszcze nie byłeś- cieciu!" Hmm. No fakt. Jakoś tak się stało, że przemierzając Beskidy wzdłuż i wszerz wielokrotnie, jakoś zawsze omijałem Stożek. Tak czy owak- zaiste dobra to okazja aby go zobaczyć. Kilka godzin później dreptałem już szlakiem w kierunku schroniska pod Stożkiem. Fatum jednak jakieś bo trafiliśmy na zlot szkół czy coś w tym stylu.  Bezwładna masa dzieci, która generowała olbrzymi hałas i ogólne poczucie chaosu. Na szczęście impreza się właśnie kończyła i wkrótce zapanował błogi spokój. Nie dane jednak było delektować się pięknymi widokami ze szlaku, bo zaraz po tym napłynęły ciężkie, szare chmury i zaczął padać deszcz. 

Schronisko na Stożku jest takie jak schronisko być powinno- klimatyczne, nie przestarzałe ale też nie w stylu nowoczesnych hoteli górskich, ładnie wkomponowane w otoczenie z przeszkloną jadalnią z której jest piękny widok na pobliskie masywy górskie. Polecić należy żurek oraz placki ziemniaczane. Swoją poularność i wysokie nasycenie turystów zawdzięcza zapewne wyciągowi kszesełkowemu, dzięki któremu szczyt może zdobyć każdy sandałkowicz. Szlaki w okolicy Stożka są malownicze i zróżnicowane, często eksponujące ładne widoki (oczywiście w granicy tolerancji- należy pamiętać, że to tylko niewysoki szczyt beskidzki). Jednym słowem- ładna okolica godna polecenia. 

Image

Image 

 

 

Rysuję od najmłodszych lat. W szkole zdarzało się, że niektóre zeszyty miały od tyłu więcej rysunków niż zapisanych lekcji od przodu. Przez lata fascynowały mnie różne sztuki wizualne. Poznałem fotografię, malarstwo, rzeźbę, grafikę komputerową i warsztatową, projektowanie i wiele innych, ale w sercu zawsze miałem rysunek. Zawsze dużą wagę przykładam do warsztatu. Lubię eksperymentować i nie cierpię zamykać się w konwenansach. Jak już coś robię, to robię to dobrze. Kowadło Artblog, to strona którą prowadzę od kilkunastu lat, jeszcze od czasów kiedy w całości pisałem ją ręcznie w htmlu. Robiłem wtedy wpisy na temat technik malarskich nie wiedząc nawet, że była to pierwotna forma aktywności, którą dzisiaj nazywamy blogowaniem. Dziś blogów jest tysiące, mimo to staram się, aby moja strona - podobnie jak twórczość - była rzetelna i autentyczna.

Moje Książki