Góry

2010 03 01 Babia Góra

  • Kategoria: Góry
  • Odsłony: 3893

Babia Góra.

Każdy Zdobywca Szczytów Umiarkowanych minimum raz w roku musi odwiedzić królową beskidzkich gór-Babią Górę. To bardzo folklorystyczne. Początek marca jest do tego idealnym terminem. Właściwie każdy termin w którym człowiek znajdzie wystarczajacą ilość czasu na taką wyprawę jest idealny. Zwłaszcza, że na Babiej nigdy niewiadomo na jaką pogodę się trafi, gdyż jest ona bezlitośnie prognozo odporna. Tak więc człapiąc w kierunku Przełęczy Brona obserwowałem jak niebo się zmienia- raz zachmurzone, raz bezchmurne i zastanawiałem się na co trafię gdy dotrę wyżej (o ilę dotrę).
Roztopy w niższych partiach to piękna sprawa. Topniejący od słońca śnieg jest natychmiastowo zamrażany przez wiatr który na Babiej jest nieoderwalną stałą. Dzięki temu na szlakach można uprawiać łyżwiarstwo. Nawet nie posiadając łyżew. Zaliczyłem dzięki temu dwie gleby.

Image Image
{gallery}Fotografia/gory/2010_03_01_babia_gora{/gallery}

Nowe wypasione schronisko na Markowych Szczawinach

Jako doświadczony Zdobywca Szczytów Umiarkowanych nie jedno schronisko już przecież widziałem, toteż radość moja wielka była, że w końcu odwiedzę i to, dopiero co powstałe i jakże długo oczekiwane. Bynajmniej nie ze względów praktycznych. Po prostu nie mogłem się doczekać okazji do krytyki. Wyrażanie krytyki jest również bardzo folklorystyczne. A także zdrowe. Tak więc o tym schronisko mogę powiedzieć tyle: chłodny i kanciasty klocek, niezbyt wpisujący się w otoczenie, pozbawiaony smaku i charakteru schroniskowego przy tym pusty i nijaki. Uraża moje uczucia estetyczne i tego.. no turystyczne. Ot co. Gorsze już tylko schronisko na Hali Miziowej na Pilsku.

Po krótkim odpoczynku w jadalni i niezamówieniu niczego poczłapałem dalej ku wielkiej przygodzie.


Image


Image

Nowe schronisko na Markowych Szczawinach...


Image
...z daleka wyglada trochę lepiej.


Grań

czyli od Przełęczy Brona do Diablaka. I znów, jako doświadczony już Zdobywca przecież, muszę wyjaśnić wszystkim czytelnikiem mojego minifoto bloga (trzem- wliczając mnie), iż Diablak jest wzniesieniem na Babiej Górze, będącym jej szczytem jednocześnie (1725n.p.m). Diablak, odznacza się wybitnymi walorami widokowymi. Roztacza się z niego panorama na wszystkie strony. Ostatnie dwa zdania skopiowałem z Wikipedii, ale to prawda.
Pierwsza jednatrzecia trasy z Przełeczy do Diablaka charakteryzuje się tym, że wieje tam zawsze silny wiatr. Wiatr ten nawiewa mnóstwo śniegu (zastanawiające skąd on go ciągle bierze, przeciez powinien się kiedyś kończyć) toteż wędrówka wiąże się z ciągłym wpadaniem po pas w miękki śnieg.
Druga jednatrzecia drogi to fragment twardy i zbity. Na tym odcinku wieje bardzo silny wiatr i również niesie śnieg zabrany gdzieś niżej. Ale wieje z taką prędkością, że płatki nie zdążają się o cokolwiek zaczepić. Nie ma więc zasp ale jest ślisko (znów okazja do łyżew).
No i trzecia jedntrzecia odcienka. To podejście pod sam Diablak. Tu także wieje wiatr. Bardzo silny wiatr. Bardzo silny i bardzo mroźny. Ciężko ustać na nogach. Wiatr ten przechodzi przez wszystkie nieprzepuszczalne warstwy garderoby. Jest zarówno twardo i ślisko jak i miękko i mozna wpaść po pas w śnieg (wbrew wszelkiej logice). Mimo zamrzających palców musiałem zrobić to co jest najbardizej folklorystyczne i tradycyjne- zdjęcia. Gdybym nie mógł ich zrobić mógłbym równie dobrze rzucić sie z wiatrem w przepaść pod Diablakiem. Gdybym ich nie zrobił nie miałbym co opisywać i zepsułbym całą atmosferę bycia Zdobywcą Szczytów Umiarkowanych. Ale jak już wspomniełm- doświadczony ze mnie Zdobywca przecie.



Image
Mroźny wiatr na grani. Marzną ręce cholernie.

Image
Widok na Diablak. Pięknie go widać gdy chmury się rozwieją, bo chwilę wcześniej byłem przekonany, że go nie zobaczę:

Image

Ten długi, trzygodzinny marsz można w końcu zwieńczyć dwu minutowym postojem na szczycie i podziwianiem widoków. Dłużej po prostu nie da się wytrzymać. Taki urok tej góry: uciążliwa wspinaczka na górę, Kilka chwil na szczycie i nie miej uciążliwe złażenie w dół. Ale jakie to zdrowe?! I folklorystyczne.

Image

 No i na koniec zaświeciło pięknie słońce.

Panoramy: {gallery}Fotografia/gory/2010_03_01_babia_gora/pan:590:100{/gallery}

2009 11 07 Błatnia

  • Kategoria: Góry
  • Odsłony: 3743

{gallery}Fotografia/gory/2009_11_07_blatnia{/gallery}

Błatnia- pozycja obowiązkowa każdego turysty

Przyszedł czas aby odświeżyć nieco mój mini foto-blog Zdobywcy Szczytów Umiarkowanych. Przeglądając archiwum zdjęć odkryłem, że mam zapomniane i zepchnięte w zakurzone zakamarki twardego dysku zdjęcia z Błatniej. A skoro góra ta jest Obowiązkową Pozycją Każdego Turysty Pieszego no to przecież nie może jej zabraknąć i u mnie. A co?! Teraz tylko trzeba sobie przypomnieć tą wyprawę, co nie będzie łatwe, gdyż to było już jakiś czas temu, a moja pamięć ma własną opinie o tym co należy pamiętać, a co zapomnieć- i ciągle upiera się przy tym drugim. Jak przez mgłę pamiętam, że w sezonie letnim celowo pomijaliśmy Błatnią we wszelakich planach wycieczkowych, z powodu ponoć wielkiego natężenia turystów na tej górze. Zresztą- zdziwiłbym się jakby było inaczej- fajna, nietrudna górka o rzut beretem od Bielska, i równie niewytężonym rzucie beretem z Brennej, z której zresztą wchodziliśmy. Szlak ten jest łatwy i przyjemny, rzec by nażało, że bogaty w ładne beskidzkie widoki. A u góry całkiem przyjemne, dość młode, utrzymane w górskim klimacie schronisko, gdzie w sieni ze stolikami można przebywać z psem. No i tłumów nie było, ale trza wyraźnie podkreślić, że byliśmy późną jesienią. I to właśnie jesienna aura dodała widokom atrakcyjności. Dlatego polecam wyprawę w te okolice poza sezonem letnim. Spokojnie, kameralnie i przyjemnie. Tak jak powinno być w górach. Tyle przynajmniej pamiętam po dwóch miesiącach od wyjazdu, mimo zgoła odmiennych postanowień mojej żyjącej własnym życiem Pamięci.

 Image

Jesień na Błatniej

Image

Dla każdego Zdobywcy Szczytów Umiarkowanych obiekty jak ta stara chata, to element obowiązkowy fotograficznych zapędów. Zwykle lądują na dysku i już nigdy z niego się nie wydostają, ale postanowiłem zrobić wyjątek :-)

Image

Schronisko na Błatniej. Szkoda, że na Pilsku czy Babiej nie mieli tyle wyczucia co tutaj. W architekturze to się nazywa "wpisywanie się o otoczenie".

2009 09 26 Wielka Racza

  • Kategoria: Góry
  • Odsłony: 3526

{gallery}Fotografia/gory/2009_09_26_wielka_racza{/gallery}

Wielka Racza

Jest koniec września, jesienne deszcze zmyły już ślady wakacji, które ponoć niedawno kręciły się w pobliżu. Sezon letni wypisał już fakturę i powoli pakuje walizki, więc na szlakach powinno zionąć pustką. A tak przynajmniej pomyślałem stukając palcem w mapę. Błędnie, rzecz jasna, o czym przekonałem się wchodząc na Wielką Raczę. Niby taki najdalej wypchnięty szczyt Beskidu Żywieckiego a jednak podeszwy turystów szlifują nadal kamienie szlaków z niemałą zaciekłością. Mimo jesieni łąka pod schroniskiem była gęsto usłana dojrzewającymi w słońcu turystami. Ale z drugiej strony- góra z której widać Słowacką Małą i Wielką Fatrę, Babią Górę i Pilsko, Skrzyczne oraz całe Tatry, zaopatrzona w schronisko na szczycie a wejście z Rycerki zajmuje niecałe dwie godziny spacerkiem, musi przyciągać krajobrazowych gapiów. Jednym słowem kupa ludziów. Niestety trafiłem na zorganizowaną grupę turystów-emerytów. Grupy zorganizowane mają to do siebie, że ich członkowie są całkowicie odporni na jakąkolwiek organizację. Podziwiali widoki z Raczy na swój specyficzny sposób, polegającym na ignorowaniu widoków. Warto w takiej sytuacji olać polanę na szczycie i przejść się 10 min od schronika na Halę Racza gdzie w spokoju można delektować się piękną* panoramą.

* -słowo to nastręcza mi ciągle wiele problemów. Z jednej strony jest kiczowate jak "ładne" lub "cudne". Wśród innych słów jest jak Fiat Seicento wśród innych samochodów - wiadomo że do dupy ale z braku lepszej opcji na razie musi wystarczyć. Z drugiej strony widok którego to słowo dotyczy nie jest na tyle niezwykły żeby użyć słowa "zabójczy", "piekielny" czy choćby "powalający", bo byłoby to trochę jak ciągnięcie przyczepki ze StatOilu czterystu konną Scanią.

 Image
Człapiąc szlakiem żółtym podchodzimy pod samo schronisko

Image
Zorganizowana grupa emerytów ze śląska

Postanowiłem zbadać sprawę dziwnych oznaczeń na mapie dotyczących szlaków na sąsiedniej Małej Raczy. W rzeczywistości jest równie pokopane jak na mapie. Pobłądziłem trochę i wróciłem dychnąć pod schronisko. Wtedy doceniłem zorganizowaną grupę emerytów z rana, gdyż tym razem trafiłem na niezorganizowaną grupę studentów. W ich przypadku nie ma miejsca na jakiekolwiek spekulacje. Z góry wiadomo, że nie przyszli przecież podziwiać widoków. Nie podziwiali widoków tak chaotycznie i głośno, że strzeliłem tylko szybko zupkę i udałem się czym prędzej na dół.

Image
Hala Racza z której widać Babią i Pilsko


 Panoramy: {gallery}Fotografia/gory/2009_09_26_wielka_racza/pan:590:100{/gallery}

2009 08 24 Bieszczady

  • Kategoria: Góry
  • Odsłony: 5159

{gallery}Fotografia/gory/2009_08_24_bieszczady{/gallery}

Bieszczady

Co takiego szczególnego jest w Bieszczadach? Połoniny. Szczególnie Caryńska i Tarnicka. Szeroki Wierch, Bukowe Berdo. Zakątki typu Ustrzyki Górne czy Wołosate. Takich miejsc nie znajdziecie nigdzie indziej. Trudno powiedzieć żeby to były wioski, bo inne wioski mogły by czuć się urażone. To po prostu miejsca pomiędzy górami z kilkoma domami przy drodze i ziemniaczkami zapiekanymi za 6zł. Bieszczady to Biesy ukryte w lasach i Czady hulające z wiatrem po zboczach górskich. Morze wysuszonych, złotych traw falujących w rytm podmuchów zdają się płynąć ciężko Połoninami, i tylko gdzie niegdzie niczym wysepka sterczy utrudzony, srebrno-zielony świerk. Bieszczady to kraina muzyków. Jak by się temu nie opierać, na każdym kroku trafić trzeba na gitarę i poezję śpiewaną przy ognisku. Przez 4 dni poznałem 2 skrzypaczki, 5 gitarzystów, 4 bębniarzy i niezliczoną ilość śpiewaków (przy czym większość korzystała z okazji, że tylko tutaj mogą się wyżyć wokalnie, bo wszędzie indziej ktoś by ich w końcu usłyszał). Szlaki są wykrojone odważnie i mimo nie dużych wcale wysokości nie są łatwe. Zwykle prowadzą prosto do punktów węzłowych i są na tyle trudne, że wywołuja u turystów znaczne nasilenie pobożności w miarę wchodzenia, co objawia się częstą modlitwą*. Ale podobno to ostatnie lata takiej błogiej dziczy, dlatego kto chce się przekonać niech się śpieszy.

* - kierowaną zwykle bezpośrednio: "O Mój Boże!" albo "O Matko Najświętsza!". Gorliwość modlitwy podkreśla pot na twarzy, zaczerwienienie, wyłupiaste oczy i ciężki oddech. 

Image
Połonina Caryńska. Na drugim plani Wetlińska

Image 
Krzyż na Tarnicy



Infrastruktura turystyczna

W Bieszczadach jest ona, hmm.. po prostu jest. Nie jak w większości polskich Beskidów rozwinięta w taki sposób aby złapać każdej maści turystę, bez względu na to czy to niedzielny sandałkowicz czy też stary wyjadacz szlaków górskich, przeżuć, wycisnąć z niego zawartość portfela i wypluć. Tutaj, a zwłaszcza w Bieszczadach wysokich zaplecze turystyczne jest takie aby pomieścić, wyżywić i przenocować taką ilość turystów jaka jest w stanie wejść na szlaki oraz z nich zejść, i ani jednego więcej. Brak jakichkolwiek wyciągów i luksusów czyni je niedostępne dla lanserów (i dobrze - nie wszystko musi być dostępne dla każdego leniwego Misia i jego Krysi). Lecz nie oznacza to, że na szlakach jest pusto. Wręcz przeciwnie.

Image
Centrum Wołosatego
 
Image
Centrum Ustrzyk Górnych
 
Image
Wołosate widziane z Małej Rawki.


Schronisko Pod Małą Rawką.

To miejsce które musi odwiedzić każdy turysta pieszy. Właściciel stworzył niebywałą rzecz: połączył ciepły klimat bacówki z profesjonalną obsługą . Jednocześnie wszelkie elementy dekoracyjne zostały dobrane ze smakiem (a to rzadkość, bo jak wiadomo w schroniskach tego typu dominuje eklektyczna estetyka dekoracyjna, na którą składają się elementy typu: plastykowe kwiatki, antyramki z opadłymi zdjęciami, rysunki ścienne o watpliwej wartości etnicznej czy obrazki przedstawiające jelenie). Bacówka jest zadbana, czyta i wyremontowana. Nocleg z pościela kosztuje 28 zł, a zakwaterowani turysci otrzymują 10% rabatu na posiłki i piwo. Jej przeciewieństwem jest Hotelik Górski "Pod Tarnicą" w Wołosatym. Idealny dla turystów szukających tanigo noclegu, ale utrzymanym w konwencji starego dobrego socrealu.

Image
Schronisko pod Małą Rawką
 
Image
Chotelik Górski "Pod Tarnicą" w Wołosatym


Ludzie z Miasta.

To zadziwiające jak łatwo poznać w górach mieszczuchów. Nie chodzi mi o ludzi mieszkających w miastach, tylko o mieszczuchów. Blokersów. Ludzi uzależnionych od chałasu i sztucznego światła. Bez niego nie umieją się obejść, jakby było niezbędne do oddychania (pod gołym niebem widać wiele więcej jeśli tylko pozwolić oczom się przyzwyczaić, o czym mieszczuch się nigdy nie przekona ponieważ wali po oczach wszystkim czołówką, która ogranicza zasięg wzroku do jednego małego punktu). Inne rzucające się w oczy cechy to: posiadanie wyrafinowanych sprzętów turystycznym i totalna nieznajomość ich funkcji, ciągłe trzymanie telefonu w ręce i kontrolowanie zasięgu, noszenie 90-cio litrowego plecaka aby z trudem pomieścić w nim 40 litrów ekwipunku czy nieumiejętność rozłożenia sił na szlaku (na początku wyprzedzają wszystkich, lecz na szczyt docierają ostatni, w dodatku jako najbardziej pobożni). Trudno ich nie poznać na szlaku.


Połonina Wetlińska

To już teren który zaczyna pochłaniać turystyka komercyjna. Pewnie dzięki położonej u jej stóp Wetliny, która w stosunku do wspomnianych miejscowości jest już zatłoczoną wioską, bogatą w pensjonaty i szybkie szlaki na Połoninę i Smerek. Ale do bankomatu i tak trzeba pojechać do Cisnej. Połonina Wetlińska jest piękna ale jeśli wcześniej było się na Caryńskiej to ta piękność może chwilowo być na urlopie. Dlatego sugeruję wyprawy bieszczadzkie zaczynać od Połoniny Wetlińskiej i dopiero później odwiedzać Caryńską, Tarnicę czy Halicz, a nie odwrotnie. Schronisko "Chatka Puchatka" ma fajną nazwę, rewelacyjną lokalizację i zapowiada się nieźle. Po dojściu do niego okazuje się, że ma tylko fajną nazwę (trudno powiedzieć że nie pasującą do obiektu, bo to raczej obiekt nie pasuje do nazwy, podbnie zresztą jak do lokalizacji). Nie zmienia to jednak faktu, że Połonina Wetlińska jest punktem obowiązkowym wycieczkowego planu. 

Image

Połonina Wetlińska, schronisko "Chatka Puchatka"

Panoramy: {gallery}Fotografia/gory/2009_08_24_bieszczady/pan:590:100{/gallery}

2009 08 09 Wielka Rycerzowa

  • Kategoria: Góry
  • Odsłony: 3640

{gallery}Fotografia/gory/2009_08_09_wielka_rycerzowa{/gallery}

Wielka Rycerzowa
Ta niepozorna górka na szlaku granicznym pomiędzy Wielką Raczą a Pilskiem jest miejscem godnym polecenia każdemu kto chce poczuć Beskidy, cieszyć się piękną panoramą górską i jednocześnie nie nabawić się odcisków stóp i zakwasów. Pod Rycerzową stoi bacówka pttk, jedna z dwóch beskidzkich (druga jest w sąsiedztwie czyli na Krawców Wierchu). Nie jest to aż tak spokojne miejsce jak Krawcula, ale za to z lepszymi widokami. Mimo iż szczyt Rycerzowej chowa się w lesie, jest tu wiele hal z których rozciąga się piękny widok, m.in na Pilsko, Babią Górę i Tatry. W schronisku organizowane są liczne fajne imprezy (zawody siatkówki górskiej, gitarą i grulem, ospa-impreza muzyczna itp) - na szczęście nie trafiliśmy na żadną z nich :-). Na wieczorne ognisko z pewnością chętnych nie zabraknie, będzie też okazja żeby się napić mocnego alkoholu nawet jeśli samemu się go nie przyniosło (nam trafiła się grupa młodych ludzi z niewyczerpanymi zapasami. Nie mieli prawie nic do jedzenia za to wódki całe morze).  Śpiących w namiotach może rano obudzić stado owiec i kóz (każda ma dzwonek) przechodzących przez teren bacówki. Tutejszy baca w ten sposób urozmaica turystom pobyt. Przyjemna atmosfera i mili gospodarze. Polecam.

Panoramki: {gallery}Fotografia/gory/2009_08_09_wielka_rycerzowa/pan:590:100{/gallery}

2009 08 02 Krawców Wierch

  • Kategoria: Góry
  • Odsłony: 3496

{gallery}Fotografia/gory/2009_08_02_krawcow_wierch:125{/gallery}

Krawców Wierch.

Strome podejścia, trawersy, uskoki, półki skalne, drabinki i powalające widoki z dużej wyskości- jeśli ktoś szuka takich wrażeń niech się nie wybiera na Krawców Wierch. Nie, żeby nie było warto- to po prostu inny rodzaj urokliwości. Tutaj mamy stonowane, niezbyt długie podejście (może trochę strome na początku), malowniczy krojobraz oprawiony sielanką, dużo lasu, niezbyt dużą polanę pod schroniskiem, i zajebisty spokój! (No dobra! Sorry. Wymknęło mi się. Chciałem powiedzieć, że bardzo "duży" - ale jak by to brzmiało?). Trasa, ta którą udała sie nasza dwuosobowa ekspedycja Zdobywców Szczytów Umiarkowanych, zaczyna się z Glinki i zajmuje przeciętnemu człapaczowi nie więcej niz 2 godziny (ale uwaga- po drodze zwalniacze: borówki, poziomki i maliny). Schronisko jest jednym z zaledwie dwóch bacówek cełgo Beskidu. Druga znajduje się w sąsiedztwie czyli na Wielkiej Rycerzowej, o czym mam zamiar się osobiście przekonać za dni kilka. Dla turystów szukających dobrego, pozytywnego klimatu i spokoju od napalonych, hałaśliwych, plastikowych i zbyt licznych turystów jest to idealne miejsce. Miła obsługa (głównie żeńska :-)) oraz możliwość rozpalenia ogniska i noclegu z psem. Cóż więcej chcieć? Zachód, ognisko, kiełbaski, piwko, druugie, tszeeeecie....



2009 07 12 Tatry/Dolina Chochołowska

  • Kategoria: Góry
  • Odsłony: 4111

{gallery}Fotografia/gory/2009_07_12_dolina_chocholowska{/gallery}

Schronisko na Polanie Chochołowskiej.
Przed wyjazdem usłyszałem w radiu, że podobno spadła ilość turystów odwiedzających Tatry. Żalili się właściciele pensjonatów, sprzedawcy i inni bacowie. Uff- ucieszyłem się- no to będzie luźniej. Czyżby? Robiąc tydzień wcześniej rezerwację na nocleg w Schronisku na Polanie Chochołowskiej okazało się, że wolne miejsca są tylko na podłodze, reszta zajęta (121 miejsc noclegowych). Kolejka do Niżnej Bramy Chochołowskiej (taki pociąg asfaltowy z dwoma wagonami i ciufcią zrobioną z traktora) regularnie śmiga po brzegi wypełniona turystami. Rowery do wypożyczenia też nie stoją bezczynnie. Obsługa dowozi je co 20 minut na dwóch długich przyczepach. A sama droga do schroniska zatłoczona jest jak pasaż w centrum handlowym (można dzięki temu przed wejściem na wyższe szlaki potrenować trawersowanie). W stołówce schroniska ciężko jest o miejsce siedzące, a w budce przy wjeździe do Doliny o godzinie 16 brakło już hotdogów. Doprawdy- trudno mi jest sobie wyobrazić jak wygląda szczyt turystyki skoro to jest kryzys?! Ceny "tatrzańskie" też nie przyciągają: piwo w puszcze 8zł, nocleg na podłodze 23, w pokojach od 30 do 40. Trochę dużo jak na schronisko o tak dogodnym położeniu, do którego można dojechać szybko każdym samochodem po kamienistej, równej drodze. Co tu dużo mówic- ceny w Tatrach są jak w kurortach nad morzem.
Informacja o rzekomym spadku popularności Tatr ucieszyła mnie też dlatego, że pora już najwyższa ażeby trochę utrzeć nosa tatrzańskim handlowcom, którzy windują ceny do granic wytrzymałości (jak się dobrze przysłuchać słychać jak cichutko piszczą i pojękują) rozpieszczeni w ostatnich latach przez przesadny wręcz napływ turystów z pełnymi kiesami. Tak więc życzę dalszego spadku odwiedzających w kolejnych latach.





Trzydniowiański Wierch.
Szczyt ten to punkt wypadowy na dalsze, wyższe części okolic Doliny Chochołowskiej. Prowadzą nań dwie drogi - czerwony szlak przez Wyżnią Jarząbczą Polanę (te ten wzdłuż którego biegnie żółty szlak papieski kończący się w krzakach), oraz drugi, także czerwony przez Kulawiec. Tego drugiego nie polecam. Wprawdzie z mapy wynika, że jest on widokowy, ale w rzeczywistości bardziej niż pierwszy chowa się w lasach, a z grani Kulawca którą wiedzie, widoki są niemal identyczne jak z samego Trzydniowiańskiego wierchu na który tak czy inaczej wejdziemy. Ale co najbardziej zniechęca to rozmieszczone na dużym jego odcinku kamienne schody, które powodują zakwasy, migotanie komór i myśli samobójcze. Podczas gdy pierwszy jest zróżnicowany, malowniczy, odsłaniający stopniowo coraz to piękniejsze widoki, drugi jest nudny, żmudny i odsłaniający brutalnie braki kondycyjne. Wybór należy do Ciebie!



Panorama z Kończystego.
Często próbuję zrekonstruować w słowach odczucia doświadczane na szczycie góry. Za każdym razem z przykroscią stwierdzam, że opisywanie piękna wychodzi mi słabo (wogóle pisanie nie jest moją mocną stroną jednak lepiej jakoś czuję się ironizując). Ale spróbuje mimo to: Panorama z Kończystego Wierchu jest...hmm...-piękna? Stojąc tak na wierzchołku góry, widzimy świat monumentalny, dziki i nieokiełznany. Stojąc tuż pod niebem, czujemy jakby sam Pan Bóg patrzył na nas oczami gór. Wobec tego ogromu jesteśmy mali jak mrówki na mankiecie koszuli, które zawsze można zdmuchnąć gdy będą zbyt upierdliwe. Wieloplanowość górskich masywów daje nam wrażenie poczucia przestrzeni, jakby zmysł wzroku został nagle wzbogoacony o jakieś dodatkowe receptory. Gdy patrzymy na świat dookoła znikają troski*, otwierają się czakramy, a nasze ciało wypełnia kosmiczna energia i wszechogarniająca miłość (coś jak u rastamanów tylko bardziej). Takie właśnie są odczucia stojąc na Kończystym Wierchu. A ponieważ nasze umysły nie były gotowe na większą ilość energii kosmicznej (kolejne szczyty leżą jeszcze bliżej nieba), zawrócilismy śpiesznie i poczłapaliśmy do schronisko na piwo i papierosa.

* Stwierdzenie to jest użyte nieco na wyrost, bo w rzeczywiśtości jedne troski ustępują miejsca innym np; -O kurna, no to teraz trzeba zejść w dół!


Panoramy: {gallery}Fotografia/gory/2009_07_12_dolina_chocholowska/pan:590:100{/gallery}

2009 07 03 Mała Fatra

  • Kategoria: Góry
  • Odsłony: 4870

{gallery}Fotografia/gory/2009_07_03_malafatra{/gallery}

Mała Fatra

Gdy staniemy na szczycie Wielkiej Raczy (szczyt Beskidu Żywieckiego na granicy polsko-słowackiej) i spojrzymy w kierunku hmm... przed siebie, oczom naszym ukaże się masyw górski którego najbardziej charakterystycznym elementem są dwa wtulone w siebie szczyty. Jeden poszarpany, skalisty i drugi gładki jakby z piasku usypany. Kawałek od nich w prawo (być może na zachód) jest jeszcze jeden wysoki szczyt. Stanowią one masyw górski  Mała Fatra, a dokładniej rzecz ujmując wyższą jej część. Wspomniane szczyty to (od lewej) Wielki Rozsutec i Stoh (to te dwa przytulone do siebie, które jakby porównać do kochanków to nasuwa się na myśl trudny związek jeżozwierza z żółwicą) oraz Wielki Krywań. Szczyty te są doskonale widoczne z wielu wierzchołków Beskidu Żywieckiego.
O Małej Fatrze w kontekście geograficznym nie będe pisał, bo wiele można przeczytać w necie zarówno o górach, jak i o tym, że w miejscowości Terechowa leżącej u podnóża Fatry, urodził się nie kto inny jak sam Janosik.

Mała Fatra widziana z Wielkiej Raczy. Dwa szczyty po lewej to Rozsutec i Stoch:

Te same szczyty widziane z bliska:


Chata pod Chlebom czyli da się.

Planując trzydniowy wyjazd na Fatrę, nasze palce stuknęły na mapie w domek o nazwie Chata Pod Chlebom- schronisko górskie leżące w centralnej części Małej Fatry, skąd idealnie można człapać w lewo i w prawo (profesjonalniej było by powiedzieć: na wschód i na zachód, ale nie jestem pewien czy nie chodzi przypadkiem o północ i południe) czyli w kierunku najbardziej interesujących nas szczytów. Można tam przenocować w pokojach z łóżkami, ale jest także opcja ekonomiczna dla takich, którzy mają swój śpiwór i szukają taniego dachu nad głową na noc- czyli idealnie dla nas. Określenie "dach nad głową" jest tu nie bez kozery, ponieważ dosłownie- śpi się na stryszku, na którym żeby się poruszać trzeba się mocno pochylić. Na całej powierzchmi strychu są rozłożone materace oraz leżanki- do wyboru. Taki nocleg będzie nas kosztował 3 jurki za noc. Dla porównania łóżko w pokoju kosztuje 9. Ale co jest najlepsze- drewniana chwiejna drabina, niski, nieoświetlony strych na którym łatwo można sobie nabić guza, dwa okienka zakładane na noc "na gwoździa", i wiele innych podobnych szczegółów, czynią z Chaty pod Chlebom klimatyczne schronisko, o niskim standardzie, gdzie można zjeść niewyszukane potrawy ale za to napić się czterech rodzaii piwa lanego, oferujące warunki odstraszające szpanerów i lanserów, a przyciągające turystów pieszych, którzy wybrali się w góry żeby połazić. Gdyby ktoś w schronisku w Polsce zrobił coś podobnego Sanepid dostałby zawału, prezez PTTK podałby się do dymisji, turyści niedzielni zapisali by setki list z zażaleniami, a Jezus Chrystus trzeciego dnia zamiast wyjśc z groty, przewróciłby się tylko na drugi bok i rzekłby: Ja się kurna od tego odcinam!. A na Słowacji da się, a przecież to ta sama Unia Europejska. Lubię bardzo nasze rodzime schroniska, ale zaczyna brakować w nich tego co Chata pod Chlebom ma aż w nadmiarze- charakteru schroniska. Albowiem dzieje się tak, że niektóre schroniska stają się powoli hotelami górskimi- ale to już inna historia.
W Chacie pod Chlebom obowiązuje absolutne minimum formalności- nikt nie chciał od nas żadnych dowódów czy innych dokumentów potwierdzających tożsamość (widać właściciel wyszedł z założenia, że turyści na ogół znają swoją tożsamość na tyle dobrze, że nie trzeba od nich wymagać dokumentów potwierdzających ten stan). Zasada jest prosta: płacisz- nocujesz. Mógłby się ktoś obawiać, że turysta może coś zniszczyć i wtedy należy go przecież pociągnąć do odpowiedzialności, ale niech ktoś spróbuje coś zepsuć na strychu, który składa się z podłogi, więźb dachowych i desek. Pozatym pan kierownik schroniska, choć sympatycznyi niewysoki, sprawia wrażenie kogoś kto co dzień przed śniadaniem prostuje podkowy w dłoniach. Trudno nie być miłym.







Na Wielki Rozsutec.

Plan jest taki: z Chaty pod Chlebom idziemy główną granią do przełęczy Medziholie (omijając na razie Stoh, jak coś to zachaczymy go w drodze powrotnej- jasne, akurat...) i dalej na Wielki Rozsutec. Trasa ta według czasów na mapie powinna zająć nie więcej jak 4 godzinki. Prawda jest taka, że na Rozutec i z powrotem, omijając Stoh szliśmy 12 godzin. I nie był to spacerek tylko raczej łojenie (no pominowszy może moje dość częste postoje żeby zrobić zdjęcie albo trochę pomarudzić albo zjeść, albo wszysto na raz, albo wogóle o boże ale upał ile jeszcze do tej zasranej góry). Ale w końcu, po trudach wielkich i znojach, Wielki Rozsutec, Veľký Rozsutec, znany również jako Wielki Rozsudziec, a po naszemu Wielki Rozsypaniec- został osiągnięty. Wejście na niego przypomina wspinaczkę po tatrzańskich stromych szlakach. Idziemy po skalistych półkach, prawie pionowych podejściach, śliskich osuwiskach, strzelistych turniach, wapiennych ścianach i innych poważnie brzmiących terminach geologicznych. Każdemu, kto ma wątpliwości czy pojechać na Małą Fatrę i wejść na Rozsutca, a nie bez znaczenia jest dla niego jego własne zdrowie, zwłaszcza kolana i płuca, odradzam zdecydowanie: widok z Rozsypańca powala na kolana i zapiera dech w piersiach.
Mimo wcale przecież nie wielkiej wysokości (Velky Rozsutec ma 1609m npm, dla porównania nasza Babia Góra ponad 1700) góry te sprawiają wrażenie bardzo wysokich, pocięte są bowiem głębokimi dolinami i położone blisko siebie. A przynajmniej według mojej teorii. 


Panoramy: {gallery}Fotografia/gory/2009_07_03_malafatra/pan:590:100{/gallery}

Rysuję od najmłodszych lat. W szkole zdarzało się, że niektóre zeszyty miały od tyłu więcej rysunków niż zapisanych lekcji od przodu. Przez lata fascynowały mnie różne sztuki wizualne. Poznałem fotografię, malarstwo, rzeźbę, grafikę komputerową i warsztatową, projektowanie i wiele innych, ale w sercu zawsze miałem rysunek. Zawsze dużą wagę przykładam do warsztatu. Lubię eksperymentować i nie cierpię zamykać się w konwenansach. Jak już coś robię, to robię to dobrze. Kowadło Artblog, to strona którą prowadzę od kilkunastu lat, jeszcze od czasów kiedy w całości pisałem ją ręcznie w htmlu. Robiłem wtedy wpisy na temat technik malarskich nie wiedząc nawet, że była to pierwotna forma aktywności, którą dzisiaj nazywamy blogowaniem. Dziś blogów jest tysiące, mimo to staram się, aby moja strona - podobnie jak twórczość - była rzetelna i autentyczna.

Moje Książki