Z papieru do pliku
- Kategoria: Blog
- Odsłony: 23098
Rysunek konturowy, bo o nim będzie mowa, nazywany powszechniej linartem nawet jeśli powstaje na potrzeby grafiki komputerowej to i tak najczęściej wykonywany jest w sposób tradycyjny, czyli na papierze. Oczywiście można go po prostu zeskanować i wrzucić bezpardonowo do jakiegoś programu graficznego aby się dalej nad nim pastwić bez żadnego kombinowania i wycinania (do czego również namawiam), ale często chcemy pozyskać sam kontur i pozbyć się białego tła kartki na której pierwotnie powstał. I tym właśnie zajmę się w tym wpisie- wycinaniem rysunku z tła. Zaprezentuję i opiszę dwie (moim zdaniem) najlepsze metody wykonania tego zabiegu.
Photoshop czy Illustrator?
No właśnie. Dwie metody, dwa programy. Sugeruję wypróbować obie, ale ostatecznie wybór programu i metody zależy od rodzaju rysunku i jego przeznaczenia oraz fanaberii grafika.
Jeśli mamy prosty, graficzny, kontrastowy lineart to zdecydowanie warto wykorzystać Illustratora. Spełni on swoje zadanie doskonale i szybko uzyskamy rysunek który możemy nie tylko potem kolorować (zarówno w Ai jak i Ps) ale także powiększać i zmniejszać do woli, gdyż kontur pozyskany tą metodą jest wektorowy, a więc nigdy nie straci jakości pod wpływem skalowania (o ile skalowanie to odbywa się też w Illustratorze). Metoda świetna dla ilustracji oraz projektów przeznaczonych do druku w większych formatach.
Add a comment

Pierwszy raz zobaczyłem to dziwaczne pióro na zdjęciach i filmikach Mattiasa Adolfssona, szwedzkiego rysownika i ilustratora. Co to za dziwna i intrygująca stalówka! Ciekawe jak się tym rysuje? Później przeczytałem gdzieś, że to pióro to Namiki Falcon, sprawdziłem jego cenę i naturalnie stwierdziłem, że nigdy nie kupie do rysowania takiego drogiego pióra. A właściwie tak stwierdziła racjonalna strona mojego umysłu, zaś ta druga, bardziej emocjonalna szepnęła: „ehe, gówno prawda!” Tak właśnie działa to pióro, zakłada w umyśle pułapkę z opóźnionym czasem reakcji. Więc jeśli widziałeś je w akcji na jakiś filmikach, czytasz ten lub inne wpisy o nim- szykuj kasę, wpadłeś!
Rodzajów czerni jest mnóstwo, ale żadna nie jest czernią absolutną. Taka czerń w przyrodzie nie istnieje, no za wyjątkiem może miejsc gdzie światło w ogóle nie dociera (coś mi mówi, że nikt nie pomyśli o kosmosie lecz o czymś zgoła bliższym ciału). Nie inaczej jest w przypadku atramentów, tzn nie żeby miały coś wspólnego z pewną częścią ludzkiego ciała tylko również w ich przypadku nie ma totalnej czerni, są tylko czernie o różnych odcieniach i bardziej lub mniej kryjące. Zabawię się w profesora z serialu „Poszukiwany, poszukiwana” który badał zawartość cukru w cukrze, tyle że ja zbadam ile czerni jest w czarnych atramentach.
Atrament, również znany jako inkaust lub enkaust, czy też z dawna- czernidło pisarskie, to barwiona ciecz używana do pisania piórem wiecznym, a wcześniej piórem ptasim. Do produkcji atramentu używa się barwinków, w przeciwieństwie do tuszu, który robiony jest z pigmentów. Dlatego tusz jest wodoodporny i kryjący, a atrament nie. W prawdzie obecnie dostępne są atramenty wodoodporne, również takie o niskim stopniu transparentności, ale nigdy nie dorównają pod tym względem tuszom. Warto o tym pamiętać decydując się na pracę atramentem, aby nie było rozczarowań. Gdy jednak zdecydujemy się wypróbować w naszej pracowni pióro wieczne, przyjdzie nam wybrać do niego jakiś przyzwoity atrament. W moim porównaniu skupiłem się na kilku, uznawanych za najlepsze czarnych atramentach.
Podstawowym kryterium jest oczywiście intensywność i głębia koloru, ale przy okazji opiszę i ocenię inne parametry atramentów jak np. odporność na wodę, strzępienie, gładkość pisania itp. 

Rysuję od najmłodszych lat. W szkole zdarzało się, że niektóre zeszyty miały od tyłu więcej rysunków niż zapisanych lekcji od przodu. Przez lata fascynowały mnie różne sztuki wizualne. Poznałem fotografię, malarstwo, rzeźbę, grafikę komputerową i warsztatową, projektowanie i wiele innych, ale w sercu zawsze miałem rysunek. Zawsze dużą wagę przykładam do warsztatu. Lubię eksperymentować i nie cierpię zamykać się w konwenansach. Jak już coś robię, to robię to dobrze. Kowadło Artblog, to strona którą prowadzę od kilkunastu lat, jeszcze od czasów kiedy w całości pisałem ją ręcznie w htmlu. Robiłem wtedy wpisy na temat technik malarskich nie wiedząc nawet, że była to pierwotna forma aktywności, którą dzisiaj nazywamy blogowaniem. Dziś blogów jest tysiące, mimo to staram się, aby moja strona - podobnie jak twórczość - była rzetelna i autentyczna.